wtorek, 7 marca 2017

ROZDZIAŁ 43


Nie wiem, czy kiedykolwiek przyzwyczaje się do tego, że jestem żywym dowodem na istnienie przegrywu życiowego.

Nie byłoby to normalne, gdyby nie stało się coś, co mogłoby zepsuć moją dzisiejszą zabawę.
Wstałam z okropnym bólem brzucha i tak się złożyło, że wraz z nowym porankiem powitał mnie okres. To wyjaśnia moją wczorajszą huśtawkę nastrojów. W moim bagażu nie miałam wystarczającej ilości podpasek na dzisiejszy wieczór, dlatego postanowiłam po nie zajechac, gdy skończy się moja wizyta u fryzjera.
Rozdrażniona wczesną godziną i samopoczuciem udałam się do kuchni, by przygotować śniadanie. Ledwo się tam dostałam przez ten labirynt pomieszczeń. Nigdy nie rozumiałam, dlaczego Neymar zawsze kupował olbrzymie wille, zamiast mniejszych, przytulnych mieszkań.

Przygotowałam bardzo starannie śniadanie i udałam się do sypialni. Położyłam tacę z jedzeniem na stolik i ostrożnie podeszłam do piłkarza. Położyłam się obok, przerzuciłam nogę przez jego i ułożyłam głowę na jego ramieniu. Przyglądałam się jego delikatnym w tamtej chwili rysom twarzy, które nijak grały z kilkudniowym zarostem. Błądziłam jednocześnie dłonią po jego klatce piersiowej i przyglądałam się każdemu z jego tatuaży. Moją szczególną uwagę przykuł tak naprawdę jeden z nich, którego zupełnie nie pamietałam. Wiedziałam o wszystkich, znałam ich historie, ale ten był nowy.  Wyglądał na zrobiony jakiś czas temu. W pewnym momencie jego oddech stał się nie nierównomierny i piłkarz zacisnął powieki.

-Dzień dobry- uśmiechnęłam się i pocałowałam go delikatnie w szczękę.

-Dzień dobry- odwzajemnił uśmiech i nie otwierając oczu przekręcił się w moją stronę, bardzo ciasno zamykając mnie w uścisku.

-Twój zarost drapie mnie po czole- poskarżyłam się, gdy pojedyńcze włosy nieco drażniły moją skórę głowy.

-Niewdzięczna- usłyszałam jego westchnienie i ponownie ułożył się na plecach.

-Śniadanie dla Ciebie leży na stoliku- poinformowałam nadal przyglądając się zdaniu ,,Tudo Passa", wytatuowanego po lewej stronie jego szyi.

-Jesteś wspaniała- usłyszałam tylko i poczułam jego usta na moim czole, po czym Neymar uniósł się do pozycji siedzącej i położył tacę na udach.

-Opowiesz mi o czymś?- zapytałam w czasie, gdy Brazylijczyk pił herbate. Przełknął ją i spojrzał na mnie z uśmiechem.

-O czym tylko chcesz księżniczko- usiadłam tuż obok niego i zagryzłam wargę.

-Zauważyłam nowy tatuaż- powiedziałam i delikatnie palcami zaczęłam po nim błądzić.

-Zrobiłem go po naszym rozstaniu- odłożył tacę z powrotem na stole i spojrzał mi się prosto w oczy -chodź- poklepał swoje nogi po czym rozłożył ręce. Bez dłuższego zastanowienia usiadłam bokiem na jego udach i ułożyłam dłonie na jego karku. Jego natomiast powędrowały na moje plecy.

-Musiałeś nie wierzyć w to, że się pogodzimy, skoro wytatuowałeś sobie napis: wszystko przemija- stwierdziłam smutno, bo mimo, że to była jego wina ja nadal wierzyłam, że będziemy razem.

-Nie skarbie, nie chodzi o to- zaprzeczył od razu ruchem głowy i zagryzł wargę.

-W takim razie jakie ma znaczenie?- pogłaskałam kciukiem jego policzek, za co dosłałam buziaka w czubek nosa.

-Pamiętasz dzień, w którym umarł twój tata?- zapytał a ja zupełnie w szoku tego pytania jedynie pokiwałam głową -powiedziałaś wtedy, że wszystko przemija. Zapewniłem Cie, że my nigdy nie przeminiemy. Twoje słowa tak mną wstrząsnęły, że zacząłem się obawiać, że coś spieprze, a wtedy, gdy rzeczywiście spieprzyłem, przypominały mi się Twoje słowa i to, co Ci obiecałem. Ten tatuaż najbardziej do mnie przemawia, ponieważ są to dwa słowa, które praktycznie mają na myśli wszystko. Dobry czas mija, zły czas mija. W tym momencie masz być szczęśliwy, musisz cieszyć się najbardziej jak się da, bo jutro jest kolejny dzień. Zawsze musisz dawać z siebie wszystko. Ta fraza wiele o mnie mówi. Wiele mówi o nas. Ja jestem szczęśliwy tylko, gdy jesteś przy mnie. Gdy możemy porozmawiać, gdy możemy się sprzeczać, wygłupiać, wyzywać a i tak za sobą szalejemy. Bo przecież chuj z tym, że wszystko kiedyś przeminie, skoro ja i tak będę Cie do szaleństwa kochał?- patrzyłam mu w oczy, zupełnie nie spodziewając się takiego znaczenia tatuażu. Rozpłynęłam się pod wpływem jego uśmiechu, który wstąpił na jego twarz zaraz po tym wyznaniu. Oparłam swoje czoło o jego i zamknęłam oczy. Mój oddech był taki nierównomierny, że sama się przeraziłam.

-Nienawidzę tego, że potrafisz sprawić, że z każdym dniem jestem w Tobie coraz bardziej zakochana- powiedziałam walcząc ze łzami wzruszenia a Neymar przekręcił nas w taki sposób, że moje plecy zderzyły się z miękkim materacem a on sam zawisł nademną.

-Da się jeszcze bardziej?- uśmiechnął się łobuzerko a ja przyciągnęłam go za kark i delikatnie i przelotnie musnęłam jego usta.

-Sama się dziwie- uśmiechnęłam się patrząc mu prosto w piękne tęczówki. Neymar nachylił się i lekko pocałował mnie w lewy kącik ust, po czym to samo uczynił z prawym.

-Zwariuje przez miłość do Ciebie- westchnął, po czym juz bez problemu odnalazł moje wargi, pogłębiając pocałunek.

***

-Miałam to sama zrobić, ale nie mam wyjścia i muszę Cie o to prosić- powiedziałam do słuchawki i zagryzłam wnętrze policzka.

-Mów kochanie konkretnie, o co mnie prosisz?- usłyszałam i cicho westchnęłam

-Potrzebuje podpasek. Miałam po nie zajechać po wizycie u fryzjera, ale ta się przeciągnęła i teraz muszę jechać do Rafy, żeby zrobiła mi makijaż. Kupisz, proszę?- zapytałam, po czym nastała cisza w słuchawce.

-Jasne, już po nie jadę- odpowiedział i od razu się rozłączył. Nie zdążyłam nawet powiedzieć, jakie ma kupić, ale mam nadzieje, że nie zagubi się biedny w tych wszystkich firmach.

Salon fryzjerski znajdował się na szczęście niedaleko rodzinnego domu Neymara, wiec podeszłam tam na piechotę. Moj chłopak wcześniej dokładnie mnie pokierował. Zanim zdązyłam porządnie zapukać, w drzwiach pojawia się pani Nadine.

-Dzień dobry- uśmiechnęłam się, co ona błyskawicznie odwzajemniła

-Witam Cie słońce, zapraszam- weszłam do środka i na korytarzu pojawił się jej mąż.

-Nadi skarbie, wiesz może gdzie leży maszynka?-zapytał a pani Nadine wywróciła oczami.

-Zawsze musisz gdzieś ją rzucić. Ostatnio znalazłam ją na balkonie. Gdybym nie zaniosła jej do szafki w łazience, pewnie nadal by tam leżała- uśmiechnęłam się na minę, jaką obdarował ją pan Neymar.

-Może ja powinnam pokierować tu Neymara. Jego zarost dzisiaj podrapał mi czoło- zażartowałam, czym wywołałam chichot u pani Nadine.

-Witam młoda, zapraszam do salonu na herbatke- uśmiechnął się ojciec Neymara, czego po prostu nie potrafiłam nie odwzajemnić.

-Bardzo dziękuje, ale teraz Rafa będzie mi robiła makijaż, to może po tym?- spytałam i spotkałam się z kiwaniem głów ich obojga.

***

-Już wychodzę- rzuciłam szybko i się rozłączyłam.

-Idziesz już?- zapytała pani Nadine a ja pokiwałam głową.

-Neymar przeprasza, że nie wszedł, ale musi gdzieś jeszcze zajechać. Widzimy się na weselu, dziękuje bardzo za herbatkę- pożegnałam się i wyszłam z mieszkania moich teściów, bo tak każą mi na siebie mówić. To trochę śmieszne, ale nie śmie nawet protestować.
Gdy znalazłam się juz w samochodzie pocałowałam Neymara w policzek i zapiełam pasy.

-W schowku masz podpaski- rzucił i przekręcił kluczyk w stacyjce.

-Cos się stało?- zapytałam a Neymar wziął głęboki oddech.

-Gdybym wiedział, że tyle tego jest, to bym Cie zabrał ze sobą. Jakieś ultra, night, ze skrzydełkami, bez skrzydełek. Do czego im te skrzydła? Do latania?- po tym nie wytrzymałam i zaczęłam się śmiać. Mogłam się tego spodziewać.

-Te skrzydełka są po to...

-Nie kończ, proszę- uśmiechnęłam się i postanowiłam już nic nie mówić.

***

Nawet nie próbowałam się kłócić, gdy Neymar gdzieś po tym pojechał i nie powiedział mi gdzie. Miałam wolną głowę i mogłam się w spokoju ubrać w sukienkę. Ney ją wybrał, bo gdybym sama miała to zrobić to zajęłoby mi to pół życia.

-Wyglądasz cudownie- pochwalił mnie gdy w samochodzie zmierzalismy w stronę kościoła. Odkręciłam głowę w jego stronę i sama mu się przyjrzałam.

-Twój zarost zniknął- zauważyłam a piłkarz szeroko się uśmiechnął.

-Po weselu na nowo zapuszczam- złapał mnie za policzek jak małe dziecko, po czym ponownie skupił się ma drodze.

Kościół był pięknie urządzony i cała ceremonia była bardzo przemyślana. Karina wyglądała pięknie i tak bardzo pozazdrościłam jej tego. Tej sukni, tego dnia, wszystkiego.
Po zebraniu prezentów dla gości udaliśmy się na sale weselną. Szczerze mówiąc nie spodziewałam się, że tak dobrze wyjdzie nam dekorowanie jej. A jednak, była przepiękna.
Jedyne, co było dla mnie krępujące, to spojrzenia rodziny Neymara na moją osobę. Brazylijczyk obiecał mi, że przedstawi mnie wszystkim z osobna, gdy tylko wesele na dobre się rozpocznie. Stało się tak od razu, po pierwszym tańcu. Tańczyli dosłownie wszyscy i nikt nie siedział na swoim miejscu do momentu drugiego ciepłego dania, którego oczywiście nie jadłam przez ból brzucha. W tym czasie postanowiłam udać się do łazienki. Tam ustałam przed lustrem i poprawiałam sobie włosy, które juz lekko się poplątały do momentu, gdy z jednej z kabin nie wyszła Carol. Odwróciłam się przodem do niej i oparłam się o zlew.

-Cześć- przywitałam się a dziewczyna uśmiechnęła się, gdy postanowiłam zrobić to pierwsza.

-Hejka, jak wesele?- zapytała i podeszła do jednego z luster.

-Świetne, naprawdę. Gdzie masz Daviego?- naprawdę mnie to interesowało, kochałam tego dzieciaka.

-Został z babcią. Jest chory i nie chce, żeby mu się pogorszyło- odpowiedziała a ja pokiwałam ze zrozumieniem głową. Chciałam wyjść, ale dziewczyna zatrzymała mnie łapiąc za nadgarstek -możemy porozmawiać?

-Możemy- pokiwałam głową a Carol bawiła się zmieszana palcami.

-Jest mi strasznie głupio, że dałam się wkręcić w intrygę Fabiana. Zmanipulował mnie na tym grillu. Wydawał się taki wiarygodny. Przepraszam. Jesteś świetną dziewczyną, Davi cie bardzo lubi a ja zachowałam się w tak okropny sposób- widziałam, że było jej głupio. Byłam zła, że prawie zniszczyła mój związek z Neymarem, ale koniec końców i tak skończyło się wszystko dobrze.

-Zapomnijmy o tym- uśmiechnęłam się a dziewczyna wypuściła powietrze.

-Całe szczęście. Mam nadzieje, że dopóki jesteście w Brazylii odwiedzicie mnie i Daviego?- zapytała z nadzieją a ja pokiwałam tylko na to głową. Wspólnie udałyśmy się na sale, gdzie się rozdzieliłyśmy. Usiadłam na swoim miejscu, gdzie Neymar od razu złapał mnie za rękę.

-Wszystko w porządku?- zapytał mając na myśli to, że właśnie wyszłam z łazienki z Carol.

-W jak najlepszym- uśmiechnęłam się patrząc mu w oczy a on złożył pocałunek na moim ramieniu.

Szybko minął nam czas, na zapoznawaniu mnie z każdym członkiem rodziny, którzy bardzo miło mnie powitali. To było takie urocze, że każdy rozmawiał ze mną, jakbym już do niej należała.

Neymar poszedł zatańczyć ze swoją mamą a mnie porwał do tańca Álvaro.

-Jak tam po wczoraj?- zapytał obkręcając mnie jednocześnie a ja się uśmiechnęłam.

-Na poczatku byłam na niego zła, ale jakoś szybko mi przeszło- odpowiedziałam zgodnie z prawdą. Nie potrafię się długo gniewać na tego głupka.

-To dobrze. Jesteś dla niego idealną dziewczyną. Super, że między Wami wszystko w porządku- stwierdził a ja nie mogłam powstrzymać uśmiechu.

Tańczyliśmy wspólnie do momentu, gdy zespół nie ogłosił północy i zaprosił parę młodą na środek sali. Pomogłam Karinie zdjąć welon a ona usiadła na krześle. Zaczęłam rozglądać się wtedy za Neymarem, ale nie mogłam go nigdzie ujrzeć.

-Idź- Álvaro popchnął mnie do Kariny, gdzie zbierały się wszystkie niezamężne dziewczyny. Było ich mnóstwo i nawet nie myślałam o złapaniu tego welonu. Muzyka zaczęła grać i wszystkie dziewczyny włącznie ze mną zaczęły chodzić tanecznym krokiem wokół Kariny. Jedyne, na czym ja się skupiałam to dojrzeć gdzieś w tłumie Neymara, ale także mi się to nie udało. Znajdowałam się dokładnie za Kariną, gdy muzyka przestała grać. Byłam pewna, że zaraz wszystkie dziewczyny rzucą się na welon, który wyląduje tuz przede mną, ale tak się nie stało. Panna młoda odkręciła się przodem do mnie i zaczęła iść w moim kierunku.

-Gratuluje kochana- powiedziała z szerokim uśmiechem a ja stałam tak bardzo zdezorientowana, gdy wpinała mi welon we włosy.

-Proszę Cie Karina powiedz o co chodzi, bo zaraz zwariuje przez te spojrzenia- powiedziałam poważnie czując każdy pojedynczy wzrok na mojej osobie.

-Wystarczy, że się odwrócisz- powiedziała z ogromnym bananem na twarzy a ja uniosłam brew. Czułam wiele sprzecznych emocji w środku. Odkręciłam się i zobaczyłam jakieś 5 metrów przede mną Neymara. Podszedł do mnie powoli i złapał mnie za dłonie. Jego muszka już nie pasowała do mojej sukienki, bo była czarnego koloru.

-Kochanie...- zaczął, ale ja byłam tak zdenerwowana, że od razu mu przerwałam.

-O co chodzi?- zapytałam niepewnie a wtedy Neymar szeroko się uśmiechnął i uklęknął na jedno kolano.

-Planowałem to już bardzo dawno, ale chciałem to zrobić w momencie, kiedy będę pewny, że się zgodzisz- uśmiechnęłam się na to w tym samym momencie co on. Wtedy wyjął z kieszeni garnituru czerwone pudełeczko i powoli je otworzył. Moim oczom ukazał się wtedy piękny pierścionek, a ja byłam w szoku. Czy on chce mi się oświadczyć, czy to tylko jakiś głupi żart i zaraz wyskoczy ekipa filmowa z krzykiem ,,mamy Cie"? -bardzo Cie kocham i byłoby mi ogromnie miło, gdybyś chciała spędzić ze mną resztę życia. Bo ja chce. Nikola, słońce. Wyjdziesz za mnie?- zapytał o to, naprawdę o to zapytał. Zakryłam dłoni buzie, aby nie krzyknąć z radości, a moje oczy okropnie się w tamtym momencie zaszkliły. Na sali słychać było pojedyncze dźwięki wzruszenia, ale żadne z nich nie równało się temu, jakie ja wtedy czułam.

-Tak- odpowiedziałam przez łzy, na co Neymar zerwał się na równe nogi i porwał mnie w objęcia. Pewnie nie dałabym rady zliczyć ile razy pokręcił mnie wokół własnej osi. Na sali rozległy się krzyki radości a gdy ponownie moje stopy zetknęły się z podłogą, od razu go pocałowałam.
Ludzie wokół nas stworzyli kółko i zaczęła lecieć wolna piosenka, na która nawet nie zwróciłam uwagi. Neymar włożył mi na palec pierścionek, który był wręcz idealny.

-Tak bardzo się cieszę, że w końcu się odważyłem. I szczerze? Mógłbym Ci się teraz oświadczać codziennie- zaśmiałam się a Brazylijczyk kciukami wytarł moje łzy z policzków.

-Codziennie bym się zgadzała- powiedziałam i wtopiłam głowę w jego szyje. To była bez wątpienia najważniejsza i najpiękniejsza chwila w moim życiu

~~~~~~~~~~~

Tekst napisany tłustym drukiem, przy dialogu o tatuażu, to autentyczne słowa Neymara ;)
Czy ktoś sie spodziewał takiego scenariusza?
Bardzo szybko zbliżamy się do końca opowiadania, bo zostało zaledwie parę rozdziałów :( i pomyśleć, że już tyle czasu pisze to opowiadanie, które jest moim pierwszym w życiu i tam bardzo przywiązałam się do tej historii :')
Rozdział nie bez przyczyny wstawiam ma dzień kobiet, mam nadzieje, że umili Wam w jakiś sposób ten piękny dzień ;* ps co Barca dzisiaj zrobiła to nie mam pytań. Mistrze! ❤

Pozdrawiam, buziaki ❤

sobota, 18 lutego 2017

ROZDZIAŁ 42


Następny dzień już na samym poczatku okazał się pełen niespodzianek. Do Neymara zadzwonił Jota, że zespół od przystrajania sali nawalił i czy nie moglibyśmy im pomóc. Oczywiście nasza odpowiedź nie mogła być inna, z przyjemnością się zgodziliśmy. Gdybym tylko wtedy wiedziała, ile mnie to będzie kosztować nerwów.

Z apartamentu Neymara wyjechaliśmy dość wcześnie, bo około godziny dziesiątej. Chcieliśmy spokojnie zdążyć ze wszystkim, bo sala podobno miała być ogromna. I rzeczywiście też taka była. Gdy tam weszłam byłam pełna podziwu. Jeszcze nigdy nie widziałam tak ogromnej sali weselnej, a na weselach byłam wielu.

Jota i Karina ogromnie się ucieszyli, że nie zostają z tym sami, bo oprócz nas na sali pojawiła się Rafaella i jeszcze dwóch jakiś chłopaków. Jak się z czasem okazało, byli to przyjaciele Neymara i Joty ze szkoły.

Nie sądziłam, że stanie się to uciążliwe do momentu, w którym Neymar zamiast pomagać mi pompować balony, których było od groma, poszedł ucinać z nimi pogawędki. Gdy kilkanaście minut przerodziło się w godzinę, postanowiłam to zakończyć. Podeszłam do nich i złapałam Neymara za rękę, żeby go pociągnąć, ale jego siła okazała się wieksza, bo bez problemu zdołał przyciągnąć mnie do siebie i objąć moje ramie.

-Chłopaki, to moja dziewczyna, Nikola- przedstawił mnie na co tylko przytaknęłam i spojrzałam się na niego poważnie.

-Możemy pogadać?- zapytałam na co Brazylijczyk na poczatku zmarszczył czoło, a dopiero po chwili odszedł ze mną dalej od nich.

-Coś się stało?- zapytał a ja skrzyżowałam ręce i zastanawiałam się, czy on naprawdę nie widzi tego, że wcale nie pomaga?

-Może odpocznij trochę. Zaraz nam tu zejdziesz z przemęczenia- zironizowałam, co Neymar od razu wyczuł. Uniósł brwi i patrząc mi w oczy, złapał mnie za łokcie.

-Nikoluś, rozmawiałem z chłopakami. Nie widziałem ich chyba wieki, bo wyprowadzili się z Brazylii- uśmiechnął się a ja westchnęłam.

-Ja rozumiem wszystko Neymar. Ale jesteśmy tutaj ogarnąć sale. Nie wiem czy zauważyłeś, ale Jota z Kariną pojechali zobaczyć jak wygląda kościół, dlatego jest tu pięć osób, a tylko ja i Rafa coś robimy- powiedziałam lekko się denerwując, ale nie dając tego po sobie poznać.

-Dobrze, powiedz co mam robić- westchnął, dając za wygraną, widząc mój rozdrażniony humor.

-Powieś jakoś te balony, które są napompowane. Nie wiem, zwiąż je wstążkami po cztery, jak uważasz- wzruszyłam ramionami a Neymar spojrzał na grubo dwieście balonów, leżących na podłodze sali.

-Może pojade po butle z helem? Będą się unosić, szybciej pójdzie pompowanie i dzieci będą miały zabawę- Neymar ma świetne pomysły, szkoda tylko, że taki opóźniony zapłon.

-To jedź- powiedziałam po chwili, na co Neymar się uśmiechnął, dał mi szybkiego buziaka i wybiegł z sali. Gdy Neymar zniknął, zaczęli nam pomagać jego koledzy, wiec najwidoczniej jego nieobecność zmusiła ich do pracy.

Nie zostało mi nic, jak zacząć wieszać balony, które zostały już napompowane. Razem z Rafą postanowiłyśmy powiesić je na suficie, co wymagało dużo odwagi, bo sala była dość wysoka. Wysoka była także drabina i gdy patrzyłam w dół kręciło mi się w głowie. Dlatego też starałam się tam nie patrzeć do momentu, gdy nie zaczęła się ona kiwać, a na jej końcu zauważyłam Neymara, który myślał, że ruszanie nią będzie zabawne. Kurczowo się jej trzymając zeszłam na ziemie i ustałam przed piłkarzem, który uroczo się uśmiechnął.

-Mam trzy butle, więc na spokojnie starczą na resztę balonów- mówił z dumą, a ja pokiwałam głową, po czym ją spuściłam. Od razu poczułam na moich ramionach silne dłonie -wszystko okej?- zapytał a ja westchnęłam i spojrzałam mu w oczy

-Wszystko okej- powiedziałam po chwili i rozejrzałam się za Rafą, która jak się okazało przygotowywała stoły -zajmiesz się tymi balonami, a ja pójdę pomóc Rafie ze stołami?

-Dobrze- odpowiedział krótko, po czym podszedł i pocałował mnie w czoło. Wtedy go wyminęłam i poszłam do dziewczyny. Solidne przygotowanie stołów zajęło nam około godziny, koledzy Neymara zajęli się czynnościami, które wymagały siły a piłkarz zajął się dokończeniem wieszania balonów i pompowaniem ich helem, choć jestem pewna, że wieksza część tych butli poszła na jego żartowanie.

Zostały już tylko małe poprawki. Zaczęłam szukać Neymara, bo przez przypadek zostawiłam w samochodzie telefon, a on miał klucze. Nigdzie nie mogłam go znaleźć, wiec zaczęłam się denerwować. Poszłam na zewnątrz, gdzie zastałam jednego z kolegów Neymara, opierającego się o ścianę i palącego papierosa. Rozejrzałam się i zrezygnowana chciałam wejść z powrotem do środka, ale zatrzymał mnie jego brzmiący głos.

-Zgubiłaś coś?- zapytał a ja w tym samym momencie się zatrzymałam. Podeszłam wolnym krokiem do ściany i oparłam się o nią tuż obok niego.

-Kogoś. Widziałeś Neymara?- zapytałam z nadzieją, a chłopak wyciągnął do mnie rękę z papierosem. Od razu go przyjęłam i zaciągnęłam się dymem papierosowym.

-Nie, ale mojego brata też nie ma. Pewnie gdzieś pojechali- wzruszył ramionami a ja oddałam mu papierosa.

-Nikola- wyciągnęłam dłoń w stronę chłopaka, który uroczo się uśmiechnął.

-Jednak chcesz mnie poznawać?- zrobił podejrzliwą mine a mi błyskawicznie zrobiło się głupio a rumieńce na pewno pojawiły się na mojej twarzy.

-Um... Ja przepraszam. Po prostu byłam...

-Álvaro- uścisnął zdecydowanie moją dłoń, na co się uśmiechnęłam i zacisnęłam usta w linie.

-Piękne imię- przyznałam bez namysłu za co znowu skarciłam się w myślach.

-Typowe. Ale Nikola to imię...

-Polskie- przerwałam mu wiedząc o co chce zapytać a on uniósł brwi ze zdziwienia.

-Ooo Polka. Wiedziałem, że nie znam tego akcentu- zaśmiał się a ja wzruszyłam ramionami.

-Po tylu latach nadal nie potrafię się go pozbyć. W sumie to nawet nie chce. To śmieszne, gdy ludzie słysząc mój akcent zastanawiają się mojego pochodzenia- spojrzałam się na wyostrzone rysy twarzy chłopaka. Na oko miał może 25 lat i był bardzo przystojny. Jego ciemna karnacja podkreślała duże, brązowe tęczówki.

-Słyszałem, że Polki to najpiękniejsze kobiety, więc patrząc na Ciebie chyba nie trudno się domyślić- spojrzałam na niego z zadziornym uśmiechem i uniosłam jedną brew. Chłopak widząc moją minę zakrył twarz w dłoniach -cholera jakie to było żalosne- zaśmiał się nieśmiało a ja zagryzłam od środka policzek z rozbawienia

-Czy ty mnie podrywasz?- popchnęłam go lekko a on oparł głowę o ścianę.

-Jesteś zajęta przez mojego najlepszego przyjaciela ze szkolnej ławki- wywrócił oczami i uśmiechnął się szeroko.

-Przyjaźniliście się?- zapytałam a chłopak przytaknął głową. Zamknął oczy i przez chwile milczał.

-Pierwsze przyjaźnie. Te czasy, gdy wszystko robiło się razem, wiesz. Moczyło się kredy, żeby zdenerwować nauczyciela, moczyło się gąbki mydłem, podkładało się mu coś na siedzenie. Spędzało się całe dnie na dworzu, rzucało się błotem, piachem, wszystkim co było w pobliżu. Pierwszy alkohol, papierosy, imprezy. Robiliśmy to wszystko razem- uśmiechnęłam się na ton, w jakim to wszystko opowiadał. W jego głosie była taka tęsknota do starych czasów, że trudno jest to sobie wyobrazić.

-Co się stało potem?- zapytałam i zauważyłam, że zacisnął szczękę.

-Moi rodzice się rozwiedli, a ja z mamą wyprowadziłem się do Portugalii- odpowiedział smutno a ja zagryzłam wargę.

-Przykro mi. Przepraszam, że o to zapytałam- odpowiedziałam i wtedy usłyszeliśmy samochód, który zaparkował obok nas. Wysiadł z niego Neymar i brat Álvaro. Wymieniliśmy się z chłopakiem spojrzeniami, po czym spuściłam głowę. Wraz z widokiem Neymara wróciła moja złość na niego. Neymar kompletnie mnie olał po raz drugi tego samego dnia.

-Co tak stoicie?- zapytał Neymar przerzucając spojrzenia pomiędzy naszą dwójką

-Skończyliśmy to stoimy- Álvaro wzruszył ramionami i spojrzał na nich poważnie -gdzie byliście?- zapytał a Neymar wymienił spojrzenia i dziwne uśmiechy z jego starszym bratem.

-Musieliśmy odwiedzić pewne miejsce- odpowiedział tajemniczo Neymar na co skrzyżowałam ręce i oparłam się o ścianę.

-To fajnie- zironizował Álvaro a jego starszy brat zmarszczył czoło

-O co Ci młody chodzi?- zapytał a nowo poznany chłopak pokręcił tylko na to głową.

-Dzwoniłem do Ciebie, ale nie odbierałaś- powiedział Neymar, po tym jak podszedł bliżej do mnie i spojrzał mi w oczy.

-Bo zostawiłam ten cholerny telefon w samochodzie, którego przed dłuższy czas nie było, tak samo zresztą jak mojego chłopaka do pomocy- powiedziałam nie ukrywając mojej złości na niego.

-O co się złościsz? O to, że pojechałem, gdy wszystko było już gotowe?- zapytał marszcząc czoło a ja spojrzałam na niego poważnie.

-O nie. Nie wszystko było gotowe. Ale skąd ty możesz to wiedzieć, jak Cię tu nie było?- naszej wymianie zdań, cicho przysłuchiwali się bracia, co zauważył po chwili Neymar.

-Możemy porozmawiać o tym w domu?- złapał mnie za dłoń, którą od razu zabrałam.

-Co, masz coś do ukrycia przed swoimi przyjaciółmi?- zapytałam unosząc brwi i zauważyłam, że Álvaro próbował usunąć się z miejsca zdarzenia, ale złapałam go za rękę, aby nigdzie się nie wybierał -zostań

-Nie mam nic do ukrycia, ale nie muszą być przy tej żałosnej scenie- gdy to powiedział cos we mnie pękło. Pokiwałam tylko głową i chciałam wejść do środka, ale Neymar pociągnął mnie za nadgarstek. Patrzył mi prosto w oczy bez słowa.

-My pójdziemy zobaczyć co z Rafą- stwierdził Álvaro i gdy wchodzili na sale pomasował lekko moje ramie.

-Żałosna scena właśnie dobiegła końca. Zadzwonie po taksówkę. Daj mi kluczyki- wyciągnęłam dłoń w jego stronę a on pokręcił głową.

-Nie dam Ci kluczyków- zaprzeczył a wyraz jego twarzy wydawał się zdecydowany.

-Chce swój telefon- powiedziałam pewna siebie, ale on zostawał niewzruszony.

-Nie dam Ci tego cholernego telefonu i nie zamawiasz żadnej cholernej taksówki. Wracasz ze mną- stwierdził a ja się zaśmiałam. Chyba śni, jeżeli myśli, że będę mu się podporządkowywać.

-Gdzie byłeś?- zapytałam patrząc mu się prosto w oczy, a on podszedł do mnie blisko, ale zatrzymałam go ręką -gdzie?

-Nikola...- przeciągnął a ja przyglądałam mu się i czekałam co powie. Nie doczekałam się jednak kontynuacji.

-To takie straszne miejsce, że nie mogę się o nim dowiedzieć?- zauważyłam, że zagryzł wargę i przez chwilę się zastanawiał.

-Byłem w sklepie- powiedział po chwili a ja zmarszczyłam czoło.

-Czyli nie mam co liczyć na szczerość? Zajebiście- rzuciłam pod nosem a Neymar złapał mnie delikatnie za łokieć

-Jedźmy do domu. Jest już późno. Musimy się wypać przed jutrem- pokiwałam tylko z wielkim zawodem głową i weszłam do środka po torebke. Gdy przechodziłam przez próg do sali Álvaro złapał mnie za nadgarstek i ustał naprzeciwko mnie.

-Nie gniewaj się na niego. Wiem gdzie był- powiedział szeptem, pewnie dlatego, żeby jego brat nie dowiedział się, że mi o tym wspomina.

-Gdzie?- zapytałam krótko, ale on podrapał się po karku

-Nie mogę Ci tego powiedzieć. Ale musisz mu zaufać- pokiwałam po chwili  głową zrezygnowana tym, że niczego nie wyciagne ani od niego, ani od Neymara.

-Dziękuje- uśmiechnęłam się najszczerzej jak potrafię a on widząc w jakim jestem stanie podszedł i schował mnie w uścisku.

***

W samochodzie panowała tak krępująca cisza, że z trudnem dało się ją wytrzymać. Byłam zła na Neymara. On był zły na to, że ja jestem zła. Świetnie. Gdy dojechaliśmy na miejsce chciałam szybko wyjść z samochodu, ale uniemożliwił mi to Neymar zamykając drzwi od środka. Spojrzałam na niego i widząc jego oczy moja złość minimalnie opadła.

-Przepraszam- powiedział cicho i położył swoją dłoń ma moim udzie. Masował go kciukiem a ja siedziałam i nic nie odpowiedziałam -źle znosze to, że jesteś na mnie zła

-No jestem, nie da się ukryć- rzuciłam i spojrzałam mu w oczy a on zagryzł wargę.

-Kocham Cię- wyznał a ja mimo, że tak bardzo nie chciałam, nie potrafiłam się nie uśmiechnąć.

-Jeżeli myślisz, że tym wyznaniem poprawiłeś sobie sytuacje, to się mylisz- poinformowałam, czym wywołałam u niego uroczy uśmiech.

-Zdaje sobie z tego sprawę- złapał moją dłoń i uporczywie ją trzymał, abym jej nie wyrwała

-Jesteś nieodpowiedzialny, nieznośny, egoistyczny i ekscentryczny- powiedziałam mu prosto w twarz a on pokiwał głową na znak, że nie będzie protestował.

-Jestem nieodpowiedzialny, nieznośny,  egoistycznych i ekscentryczny, cokolwiek to znaczy- uśmiechnął się słodko, po czym nachylił się i złożył pocałunek na mojej szyi -chodźmy spać

-Chodźmy- przytaknęłam i razem udaliśmy się do domu, aby wyspać się przed najważniejszym dniem Kariny i Joty.

~~~~~~~~~~~~~~~~~

Nie będę się tu zbytnio rozpisywać :D może macie jakieś swoje domysły, jestem bardzo ciekawa ;) ❤

niedziela, 5 lutego 2017

ROZDZIAŁ 41


W połowie stycznia miał nas odwiedzić brat Neymara ze swoją partnerką. Podobno chciał mnie poznać przed weselem, z czego się bardzo cieszyłam mimo, że trema mnie nie opuszczała.
Przygotowaliśmy z Neymarem kolacje. Ustaliliśmy, że zostaną u Neymara na noc a na następny dzień pojadą odwiedzić jeszcze paru innych znajomych z Barcelony.

Gotowanie nigdy nie było moją mocną stroną, co dało się we znaki gdy piekłam ciasto i jednocześnie probowałam robić sałatke.

-Kochanie czujesz?- zapytał mnie Neymar a ja wciągnęłam powietrze nosem.

-Kurwa!- krzyknęłam i rzuciłam się na piekarnik. Gdy otworzyłam drzwiczki wydostał się z niego zapach spalenizny, który spowodował u mnie napad kaszlu. Zakrywając nos wyjęłam je z piekarnika i położyłam na blat. Od razu poczułam od tyłu oplatające mój brzuch ręce i Neymar ułożył mi brodę na ramieniu.

-Może zamówimy jakieś ciasto, co ty na to?- zapytał a ja odkręciłam się przodem do niego i ułożyłam dłonie na jego karku.

-To będzie najlepsze wyjście- przytaknęłam mu a on szeroko się uśmiechnął i namiętnie mnie pocałował. Poczułam jego dłonie na moich pośladkach, po czym podniósł mnie i usadził na blacie, sam stając miedzy moimi nogami. Błądził dłonią po mojej koszulce, po czym sprytnie się pod nią przedostał. Odsunęłam twarz kończąc tym samym pocałunek, ale Brazylijczyk kompletnie tym nie zrażony zjechał pocałunkami na moją szyje.

-Neymar, za pół godziny będzie twój brat- powiedziałam lekko się uśmiechając na jego westchnienie

-No to co...-odparł niechętnie, po czym obdarzył mnie krótkim pocałunkiem i  spojrzał mi w oczy.

-A no to, że musimy wszystko przygotować- uśmiechnęłam się szeroko a on ułożył dłonie ponownie na mojej talii i zaczął ją masować.

-Za bardzo się tym przejmujesz. Jeżeli chodzi o mnie to zamówiłbym pizzę- zaśmiałam się na to i zeszłam z blatu, ponownie zajmując się przygotowywaniem.

***

-Nareszcie poznam dziewczynę dla której mój brat stracił głowę- Jota już na samym progu przywitał mnie promiennym uśmiechem.

-Nikola- wysunęłam w jego stronę dłoń, którą on od razu ucałował

-Jota. A to jest moja piękna narzeczona, Karina- dziewczyna była bardzo ładna i jak się okazało mieszkała w tej samej miejscowosci co oni. Razem chodzili do tej samej podstawówki i była w klasie ze starszym da Silvą.

-Zapraszamy do salonu- powiedział Neymar na co Jota podszedł do niego i sprytnie zamykając go w uścisku, zmierzwił mu włosy.

Po paru godzinach rozmowy żałowałam, że miałam jakieś obawy. Okazali się oni tak pozytywnymi ludźmi, że bez problemu nawiązalismy kontakt.

-A pamiętasz, jak Jota chciał Ci zrobić kawał i wrzucił Ci żabę pod koszulkę- zapytał ze śmiechem Neymar a dziewczyna zrobiła minę obrzydzenia.

-Nigdy nie zapomnę jak zaczełam się drzeć i chciałam ją zrzucić, ale ona zaczepiła się nogą o ramiączko od stanika- Karina zamknęła oczy jakby chciała pozbyć się tego wspomnienia.

-Kochanie, chyba nie masz mi tego za złe?- zapytał z rozbawieniem Jota i objął swoją ukochaną ramieniem.

-Nie, bo przez to codziennie przez tydzień przynosiłeś mi śniadania do szkoły- wypięła mu język a on uśmiechnął się i obdarzył ją buziakiem. Patrzyłam się w nich jak w obrazek do momentu, gdy Neymar objął mnie ręką i przysunął do siebie. Przez parę sekund patrzył mi w oczy bez słowa.

-I jak?- zapytał tak, żebym  tylko ja to słyszała a ja lekko się  uśmiechnęłam.

-Bardzo dobrze- odpowiedziałam i poprawiłam mu odstające od reszty pasmo włosów.

-Skoro już tu siedziemy, to mamy do Was bardzo ważne pytanie- zaczęła Karina i spojrzała na Jote -kochanie zapytaj ich

-Chcielibyśmy, żebyście byli świadkami na naszym ślubie- powiedział jednocześnie opierając się łokciami o stół. Wymieniliśmy z Neymarem miedzy sobą spojrzenia, zupełnie się tego nie spodziewając.

-Wiemy, że powinniśmy zapytać się o to wczesniej, a nie miesiąc przed weselem, ale chcieliśmy to zrobić osobiście- tłumaczyła się Karina a ja z Neymarem od razu jej przerwaliśmy.
-Nie no co ty. Jasne, że się zgadzamy, prawda?- Neymar skierował do mnie pytanie a ja sie uśmiechnęłam.

-Jasne, że tak- powiedziałam z entuzjazmem i wstałam, żeby ich przytulić. Było mi bardzo miło, że znają mnie dopiero parę godzin a juz są w stanie obdarzyć mnie takim zaufaniem.

***

-Było tak strasznie?- zapytał mnie Neymar, gdy leżeliśmy już w jego łóżku.

-Nie- odpowiedziałam z lekkim uśmiechem jednocześnie przekręcając się przodem do niego.
-Nie spodziewałem się, że będę ich świadkiem- ułożył się na plecach i zamknął oczy pogłębiając się w myślach.

-Chyba się cieszysz?- spytałam a chłopak obrócił głowę i spojrzał mi prosto w oczy.

-Nawet nie wiesz jak bardzo- zagryzłam wargę i ucałowałam go w czoło. Opuszkami palców masowałam jego policzek i wpatrywałam się w jego idealne rysy twarzy.

-Chciałbym, żebyś ze mną zamieszkała- powiedział po dłuższej chwili, a ja byłam bardzo zdziwiona i nie wiedziałam jak zareagować. Po prostu patrzyłam na niego nieokreślonym wzrokiem.

-Ney...

-Zanim odpowiesz...-przerwał mi, by po chwili kontynuować -jesteśmy razem już długo. Oboje pracujemy i mamy mało czasu dla siebie. Nawet nie wiesz jak bardzo zależy mi, abyś przynajmniej przy mnie zasypiała- wyjaśnił nie przestając patrzeć mi w oczy. Uśmiechnęłam się na początku nie dając po sobie poznać, jak bardzo mnie to ucieszyło.

-Dlaczego jednym zdaniem potrafisz rozwiać moje wątpliwości?- zapytałam, na co Neymar przysunął się do mnie i pogładził moje włosy.

-Mam rozumieć, że się zgadzasz?-zapytał dźgając mnie delikatnie palcem w brzuch.

-Zgadzam się- odpowiedziałam po chwili milczenia. Neymar ułożył dłoń na moim policzku i delikatnie kciukiem przejechał po mojej dolnej wardze, po czym delikatnie mnie pocałował. Przekręcił się w taki sposób, że napierał na mnie swoją klatką piersiową i masował moją talie po całej jej długości. Wtopiłam swoją dłoń w jego miękkie włosy a drugą rękę przerzuciłam przez jego kark, tym samym pogłębiając pocałunek. Neymar niespodziewanie odsunął twarz i powolnie złączył nasze czoła. Dłonie ułożył na moich policzkach i zamknął oczy.

-Gdyby nie to, że mój brat z Kariną jest za ścianą, jakoś byśmy to uczcili- powiedział z lekką niechęcią w głosie. Jedyne co zrobiłam to szybko go pocałowałam i przytuliłam się do niego, gdy juz opadł swobodnie plecami na łóżko.

***

Gdy został tydzień do wesela byłam już właściwie ze wszystkim gotowa. Moja błękitna sukienka, do której Neymar dobrał sobie muszkę, miała przyjść od razu do Brazylii. Wizytę u fryzjera miałam już umówioną. Makijaż zobowiązała mi się zrobić siostra Neymara, którą poznałam już trzy lata temu. Byłyśmy razem na paru imprezach, ale nie utrzymywaliśmy kontaktu mimo, że naprawdę była świetną dziewczyną. Neymar był tym wszystkim naprawdę podekscytowany, ja zresztą tak samo. Chłopak cały czas powtarzał, że długo czekał na okazje aż poznam jego rodziców. Co dziwne wcale się tym nie denerwowałam. Po bliższym poznaniu Joty stwierdziłam, że rodzice tak wspaniałych ludzi muszą być cudowni i na pewno uda mi się z nimi dogadać.

Postanowiliśmy polecieć do Brazylii dwa dni przed ślubem, od razu po meczu, który swoją drogą wygrali. Neymar uznał, że najlepiej będzie gdy poznam jego rodziców na spokojnie, a nie w dniu wesela. Tak tez się miało stać za parenaście minut, gdy zmierzaliśmy jego samochodem w stronę posiadłości jego rodziców. W drodze nie zabrakło naszego śpiewu, ale to stało się już chyba tradycją.

-Gotowa?- zapytał mnie Brazylijczyk jednocześnie łapiąc za dłoń, gdy zaparkowaliśmy na podjeździe. Spojrzałam się na jego twarz, która promieniowała radością.

-Oczywiście- uśmiechnęłam się i zostałam zaskoczona szybkim buziakiem. Po tym juz bez zbędnych słów opuściliśmy samochód, aby malowniczym chodnikiem dostać się pod same drzwi. Zauważyłam, że Neymar westchnął, po czym zadzwonił kilkakrotnie dzwonkiem.
Za dosłownie kilka chwil usłyszelismy kroki dochodzące z wnętrza, a po chwili w drzwiach pojawiła się Rafaella.

-Witajcie!- zawołała uradowana i przyciągnęła nas oboje do uścisku. Muszę przyznać, że albo ona urosła, albo to ja zmalałam -wchodźcie. Rodzice pojechali do sklepu, ale zaraz powinni być. Nie mogli się Was już doczekać- przyznała uśmiechnięta i zaprosiła nas do środka. Nie zdążyliśmy wejść do domu a dziewczyna od razu zaproponowała nam coś do picia i zniknęła za drzwiami kuchni.

-Ale tu jest pięknie- przyznałam na widok przytulnego domu, w którym z każdego kąta biło rodzinną atmosferą. 

-Uwielbiam ten dom- uśmiechnął się i westchnął -ide pomóc Rafie- chciał wstać, ale zatrzymałam go łapiąc za jego dłoń.

-Ja pójdę- dałam mu buziaka w policzek i kierowałam się drogą, którą wcześniej szła Rafa. Pewnie otworzyłam drzwi i zastałam Brazylijke zalewającą kawę zbożową. Dziewczyna spojrzała na mnie i szeroko się uśmiechnęła.

-Kupe lat, prawda?- zapytała a ja podeszłam i oparłam się tyłem o blat.

-Prawda. Wydoroślałaś- powiedziałam zgodnie z moimi spostrzeżeniami. Zauważyłam, że jej twarz wraz z tymi słowami złagodniała.

-Wszyscy wydorośleli. Jota się żeni, Neymar jest w pierwszym poważnym związku. A pamiętam jak jeszcze niedawno rzucaliśmy się piachem w piaskownicy- mogę się założyć, że dziewczyna wróciła myślami, do tamtego wydarzenia. Nic nie powiedziałam nie chcąc budzić jej ze stanu wspominiania -a wy?

-Hm?- na początku nie zrozumiałam o co dokładnie pytała.

-Macie jakieś plany na przyszłość? Dzieci, wspólne mieszkanie, małżeństwo?- zapytała przyglądając się mi podejrzliwie.

-Właściwie to tylko razem mieszkamy- wzruszyłam ramionami a dziewczyna uniosła brew.

-Naprawdę nie planujecie ślubu? Jesteście razem już bardzo długo. Neymar traktuje Was poważnie, z tego co widzę ty też- Rafa wydała mi się w szoku, że naprawdę o niczym takim z Neymarem nie myślałam.

-To co Ci teraz powiem, zostanie między nami?- spytałam a dziewczyna pokiwała ochoczo głową -Nie chce na niego naciskać. Gdyby to odemnie zależało moglibyśmy wziąć ślub juz teraz. Ja jestem pewna tego co do niego czuje, ale tak jak powiedziałam nie chce naciskać. Kiedyś Bruna tak zrobiła, i miedzy nimi się wszystko posypało. Nie chce go stracić- powiedziałam to, co siedziało we mnie w środku. Rafa pokiwała głową i na dźwięk otwierających się drzwi szybko się wyprostowała. Pojawił się w nich Neymar, który podszedł do mnie i przyciągając mnie do siebie za talię pocałował w czoło.

-Dzwoniłem do taty i powiedziałem, że nie damy rade przylecieć dzisiaj. Jestem ciekawy ich reakcji- zaśmiał się, ale nie widząc żadnego odzewu z naszej strony spoważniał -o czym rozmawiałyście?

-O niczym ważnym- odpowiedziałam przeganiając Rafę, która pewnie by się wygadała.
-Damskie sprawy- uśmiechnęła się jego siostra, po czym podała każdemu z nas kubki i wyszła z kuchni. Również miałam to zrobić, ale Neymar w ostatniej chwili zagrodził mi drogę swoją ręką i zaczął mi się przyglądać.

-Nie wyglądasz na zadowoloną. Wszystko gra?- zapytał a ja wysiliłam się na uśmiech i pokiwałam głową.

-Tak, nie musisz się martwić- wolną dłonią pomasowałam jego policzek i patrzyliśmy sobie prosto w oczy.

-O czym powiedziałaś Rafie a mi nie chcesz?- zapytał krzyżując ręce i patrzył na mnie wyczekująco. Zagryzłam wargę i nawet zastanawiałam się, czy nie powiedzieć mu prawdy.

-Że gdy jest coraz bliżej do wesela zaczynam się troche denerwować- przełknęłam ślinę a piłkarz pokiwał głową

-Nie chcesz to nie mów- wzruszył ramionami i wyszedł. Po prostu wyszedł zostawiając mnie samą w kuchni. Zamknęłam oczy i głęboko westchnęłam. Przecież to niemożliwe, żeby Neymar się na mnie obraził. To byłoby wręcz głupie. Starając się już o tym nie myśleć podążyłam za nimi. Usiadłam na kanapie i zaczęłam się rozglądać.

-Um, gdzie Neymar?- zapytałam a Rafaella wyjrzała zza swojego telefonu.

-Chyba poszedł na górę. Korytarzem po lewej są schody a czarne drzwi to jego pokój- po kierowała mnie, za co od razu jej podziękowałam i zaczęłam powoli tam iść, oglądając przy okazji rodzinne zdjęcia wiszące nad schodami. Wszędzie Neymar był taki malutki. Gdy znalazłam się przed czarnymi drzwiami, na których wisiały tabliczki z zakazami wstepu, zacisnęłam usta w wąską linie delikatnie poruszyłam klamke. Zastałam Neymara leżącego z rękami pod głową na łóżku. Przez chwile wpatrywaliśmy się w siebie bez słowa. Podeszłam bliżej i niepewnie usiadłam na końcu materaca.

-Gniewasz się?- zapytałam i spojrzałam na jego nieokreślony wyraz twarzy, który od razu gdy na mnie spojrzał złagodniał.

-Nie gniewam się- podniósł się do pozycji siedzącej i schował pasmo moich włosów za ucho -po prostu jakby to było cos ważnego to byś mi powiedziała?- zapytał a ja pokiwałam na to głową. Brazylijczyk położył się z powrotem i wysunął rękę, abym się z nim położyła. Uśmiechnęłam się i tak też zrobiłam. Głowę ułożyłam na jego klatce piersiowej a nogę przeżuciłam przez jego. Bawiłam się jego koszulką a on mnie do siebie jeszcze mocniej przyciągnął. Wspominałam już może, że w jego ramionach mogłabym spędzić całe życie?
Leżeliśmy tak dłuższy czas do momentu, gdy nie usłyszeliśmy otwierających się drzwi i radosnych rozmów. Spojrzeliśmy na siebie i Neymar obdarzył mnie przepięknym uśmiechem.

-Daj rękę- usiadł i wyciągnął w moją stronę dłoń. Bez wahania ją złapałam i powoli podążaliśmy na dół. Tak tez zastaliśmy rodziców Neymara, którzy stali w salonie i gdy nas zobaczyli ogromnie się ucieszyli.

-Jesteście!- krzyknął pan Senior i podszedł się z nami przywitać.

-Neymar zgrywusie. Już zaczynałam się martwić- pokarciła go palcem mama, po czym podeszła do mnie i ucałowała w policzek -na żywo jesteś jeszcze piękniejsza niż na zdjęciach. Tak się cieszę, że w końcu Cie poznałam- w jej głosie było słychać podekscytowanie.

-Ja też się bardzo cieszę- odpowiedziałam i wtedy podszedł do mnie Neymar.

-Kochanie, to są właśnie moi rodzice, mama Nadine i tata Neymar- ojciec Neymara uśmiechnął się szeroko i poklepał swojego syna po ramieniu.

-Oj młody, jak dobrze w końcu widzieć, że się w coś zaangażowałeś. A ty młoda, mój mi Senior- pokiwałam z uśmiechem głową i poczułam, że Neymar poluźnił nieco nasz uścisk dłoni.

-Dobrze kochani, pewnie jesteście głodni. Ide przygotować kolację. Jednak dobrze, że wybraliśmy się na te zakupy- podeszła do swojego męża i dała mu buziaka w policzek.

-Może pomogę?- spytałam, ale pani Nadine od razu zaprzeczyła kręceniem głowy.

-Nie ma mowy, jesteś naszym gościem. Jedynie możecie porozstawiać z Neymarem talerze i sztućce na stole- powiedziała i zniknęła za drzwiami.

-No to chodźmy- powiedział Neymar i złapał mnie za rękę. Poszliśmy razem do dużej jadalni, która była oddzielona od kuchni tylko ścianą a w jednym miejscu znajdował się łuk, aby było można precyzyjnie się przemieszczać.
Razem przygotowanie zajęło nam bardzo mało czasu.

-Twoi rodzice są świetni- stwierdziłam czym wywołałam u Neymara szeroki uśmiech. Chłopak podszedł do mnie, złapał dłonią mój policzek i patrzyliśmy sobie w oczy.

-Nie wiem, dlaczego tak długo zwlekałem z poznaniem Was- powiedział i delikatnie, powolnie mnie pocałował.

***

Ten wieczór był świetny. Po zjedzonej kolacji graliśmy w gry planszowe a potem na konsoli. Złapałam z nimi naprawdę dobry kontakt. Byłam też pod urokiem widoku tak zżytej ze sobą rodziny. To sprawiło tylko, że nie mogłam doczekać się, gdy za dwa dni poznam resztę.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Niestety, rozdziału nie udało mi się wcześniej opublikować. Działo się dużo, ale juz mam ferie więc mam nadzieje nadrobić moje zaległości :))
Buziaki ❤

I jeszcze jedna informacja. Data dodania rozdziału jest zła przy każdym rozdziale, ponieważ coś mi się po komplikowało na blogspocie i ciężko mi się na tej aplikacji nawet pisze, bo czasami się nawet wszystko usuwa :))

poniedziałek, 16 stycznia 2017

ROZDZIAŁ 40


Ostatni czas był intensywny nie tylko dla piłkarzy, ale również dla mnie. Przez ten czas, gdy rozgrywane były mecze reprezentacyjne ja skupiłam się na napisaniu artykułu dla Fabiana.

Denis zadzwonił do mnie i po naszej rozmowie jakimś tajemniczym sposobem rozpoznał, że cos jest nie tak. Nie byłby oczywiście sobą, gdyby nie naciskał na mnie aż do momentu, w którym powiedziałam mu całą prawdę. Okropnie się zdenerwował i powiedział, żebym nic nie pisała a on to jakoś załatwi. Ja niestety nie byłam taka pewna jak on i prawdziwie bałam się o dobro Neymara oraz Marcelo, dlatego kilka dni później skończyłam pisać dla niego artykuł. Co prawda nie był jakiś kontrowersyjny, przez co obawiałam się trochę reakcji Fabiana.

Ostatni dzień przed przyjazdem Neymara mijał mi na leżeniu, jedzeniu pizzy i oglądaniu wszystkich wywiadów Brazylijczyka. Przejżałam z ciekawości wszystkie portale plotkarskie, czy gdzieś rzeczywiście podana była informacja o mniemanych narkotykach. Okropnie mnie to męczyło zwłaszcza, że nigdzie nikt nie podawał takich faktów. Ciekawa byłam tak na dobrą sprawę dwóch rzeczy: czy to prawda, że Neymar brał narkotyki i jeżeli tak to skąd Fabian o tym wie. Postanowiłam po powrocie mojego chłopaka, zapytać go o to wprost.

Moje poszukiwania zostały przerwane przez dzwonek do drzwi. Zdziwiłam się, bo nie spodziewałam się żadnych gości.
W moich niewyjściowych dresach i koszulce Neymara podeszłam do drzwi, otwierając je jednym ruchem. Stanęłam jak wryta, gdy zobaczyłam przed sobą uśmiechniętego Denisa.
Bez namysłu rzuciłam się mu na szyje.

-Mała, udusisz mnie- powiedział łapiąc oddech a ja rozluźniłam uścisk i z uśmiechem zrobiłam mu miejsce w przejściu.

-Co ty tu robisz?- zapytałam, gdy razem podążaliśmy w stronę salonu, gdzie Denis od razu rzucił się na kanapę.

-Leże- uśmiechnął się a ja uniosłam brew

-W Barcelonie- doprecyzowałam a chłopak usiadł prosto i oparł się o oparcie kanapy.

-Przyjechałem do Ciebie- stwierdził przyglądając mi sie a ja odpowiedziałam mu nieśmiało uśmiechem.

-Chcesz coś do picia?- spytałam a Denis na chwilke się zamyślił.

-Herbatę- pokiwałam głową i udałam się do kuchni, gdzie wstawiłam wodę. Po niespełna 5 minutach kierowałam się już z filiżanka do salonu, gdzie zastałam Denisa w pozycji stojącej i patrzącego na mnie przenikliwie. Przez chwilę stałam w miejscu zastanawiając sie o co mu chodzi, po czymi odłożyłam herbatę na stolik.

-Coś się stało?- zapytałam a on pokiwał głową zagryzając policzek od środka.

-To, że wcale mi się ufasz- zmarszczyłam brwi i nie bardzo wiedziałam o czym mam w tym momencie myśleć.

-Stwierdzasz to ponieważ...?- spojrzałam na niego wyczekująco a on położył na stolik kartki, które trzymał do tej pory za plecami. Podeszłam do niego i wzięłam je do dłoni.

-Przecież to mój artykuł- powiedziałam i odłożyłam je z powrotem na stolik.

-Poprawka. Twój artykuł napisany dla Fabiana. Do cholery przecież mówiłem Ci, żebyś nic dla tego idioty nie pisała, bo ja to załatwie. Tak właśnie mi ufasz- spojrzał mi się poważnie w oczy a ja zagryzłam wargę.

-To nie brak zaufania, tylko strach o Neymara- odpowiedziałam nie wspominając o Marcelo, bo nie chciałam natknąć się na żadne pytania.

-Nikola ja to wszystko rozumiem. Ale nie musiałaś nic dla niego juz robić- zacisnęłam usta w cienką linie i wpatrywałam się w jego pewne siebie oczy.

-Jak to? Co ty zrobiłeś?- przez moją głowę przeszło milion czarnych scenariuszy, których miałam nadzieje nie usłyszeć z jego ust.

-Okazało się, że nie byłaś jedyną osobą którą szantażował i nie tylko Neymar ma swoje za kołnieżem. Ja także umiem odszukać pewnie informacje- wzruszył najzwyczajniej ramionami a ja otworzyłam ze zdziwienia usta.

-To znaczy?- zapytałam a chłopak uśmiechnął się i skrzyżował ręce.

-Informacje które zdołałem zdobyć wystarczyły, żeby zarząd od razu go zwolnił- odpowiedział a ja poprawiłam włosy i nie do końca wiedziałam jak się zachować, co myśleć, czy co powiedzieć -ej młoda, spokojnie. Nikt nie dowie się o przeszłości Neymara. Za każdy opublikowany artykuł, nad którym pracował jako dziennikarz może mieć kary pieniężne. Dość wysokie kary pieniężne. Myślę, że nie będzie chciał ryzykować.
-A jeżeli poleci komuś innemu publikacje tego?- zapytałam lekko podenerwowana. Wciąż miałam obawy związane z Fabianem.

-Nawet jeżeli to zrobi to nie posiada dowodów. Nie może tego udowodnić- podszedł do mnie i przyciągnął mnie do uścisku. Dłonią zaczął gładzić moje włosy a ja zamknęłam oczy i złapałam za jego koszulkę -nie martw się, nic złego się nie stanie- uspokajał mnie i muszę powiedzieć, że skutecznie. Odsunęłam się lekko i spojrzałam mu prosto w oczy.

-Dziękuje. Jesteś kochany- powiedziałam szczerze, co wywołało u Denisa szeroki uśmiech.
-Cała przyjemność po mojej stronie- tym razem to ja się lekko uśmiechnęłam i ponownie się do niego wtuliłam. Gdyby nie on nadal tkwiłabym w tym chorym układzie z Fabianem. Teraz chyba mogę spokojnie odetchnąć z ulgą i nie martwić się juz, że kariera Neymara może legnąć w gruzach.

***

Pierwsze Święta Bożego Narodzenia od śmierci mojego taty spędziłam w Polsce a Neymar w Brazylii. Wiele tysięcy kilometrów od siebie.
Muszę jednak przyznać, że bardzo dobrze mi to zrobiło. Odcięłam się na chwile od tego zwariowanego życia w Barcelonie i mogłam powrócić do beztroskich czasów dzieciństwa. Bo tak właśnie się czułam. W obecności mojej rodziny stałam się znów małą dziewczynką. Bardzo mi to pomogło. Jedyną osobą która nie pojawiła się na rodzinnej wieczerzy, był dziadek. Nie wytłumaczył się nawet dlaczego go nie będzie i chodź jego nieobecność była mi na rękę bolał mnie widok zawiedzionej mamy. Tak bardzo starała się, żeby wszystko wyszło jak najlepiej.

Gdy okres świąteczny minął, leciałam samolotem do Barcelony. Marc wyleciał do Niemiec, aby załatwić wszystkie niezbędne formalności. Bardzo się o niego marwiłam. Przed wyjazdem chodził bardzo zdenerwowany, co sprawiało, że ja także się taka stałam. Co prawda piłkarz powtarzał, że wszystko dobrze i jest pewny swojej decyzji. Trzymałam za niego kciuki.
Podróże samolotami zawsze mnie męczyły. Wolałam jechać pięć godzin samochodem, niż te dwie godziny lecieć. Było łatwiej, gdy był przy mnie Neymar. Wtedy przytulałam się do niego i po prostu zasypiałam. Teraz nie potrafiłam. Kreciłam się na fotelu, słuchałam muzyki i nawet probowałam obejrzeć jakiś film. Na żadnej z tych czynności nie potrafiłam się skupić.
Odetchnęłam z ulgą dopiero wtedy, gdy ogłosili, aby zapiąć pasy bo za parę minut nastąpi lądowanie, a gdy wyszłam z samolotu byłam naprawdę szczęśliwa. Ciągnąć za sobą moją walizkę zaczęłam powoli iść przed siebie i juz miałam dzwonić do Neymara, gdy usłyszałam swoje imię. Uniosłam wzrok i zobaczyłam go stojącego przy swoim samochodzie. Od razu się uśmiechnęłam i podbiegłam do niego. Nic nie mówić po prostu wpiłam się w jego usta. Zrobiłam to na tyle gwałtownie, że Ney potknął się i jego plecy styknęły się z samochodem. Wplotłam swoją dłoń w jego włosy i jeszcze bardziej pogłębiłam pocałunek. Neymar objął moją talie i nie przerywając pocałunku uniósł mnie lekko do góry.
Gdy moje stopy odzyskały kontakt z podłożem piłkarz odkręcił nas tak, że teraz to moje plecy stykały się z powierzchnią pojazdu. Jego dłoń oparła się o nią tuż obok mojej głowy.

-Stęskniłeś się?- zapytałam z szerokim uśmiechem a Neymar obdarzył mnie buziakiem i spojrzał mi prosto w oczy.

-Całe pieprzone pięć dni bez Ciebie. Zgadnij- zaśmiałam się i zagryzłam wargę.

-Jak święta?- zapytałam a Neymar otworzył drzwi pasażera.

-W drodze Ci wszystko opowiem- pokiwałam głową i wsiadłam do samochodu, co chwilke po mnie zrobił także Neymar.

-Jak tu czysto- pochwaliłam go za porządek w samochodzie, co nie było jego codziennością. Nie potrafił nigdy utrzymać czystości nawet chwilę po tym jak posprzątał.

-Święta były bardzo przyjemne- odpowiedział na wcześniejsze pytanie z uśmiechem ignorując moją zaczepną uwagę na temat jego samochodu.

-Dałeś rade odpocząć?- spojrzałam na niego a on odkręcił do mnie głowę i złączył nasze dłonie.
-Tak, ale nie wiesz nawet jak bardzo mi Ciebie brakowało- nachylił sie i musnął moje usta, lekko je przygryzając. Uśmiechnęłam się, gdy odsunął się i przekręcił kluczyk w stacyjce. Ruszyliśmy w drogę a ja wpatrywałam się w mijające widoki za oknem.

-A jak Twoje święta?- zapytał a ja spojrzałam na niego przez chwilę nic nie mówiąc.

-Dobrze. Na początku trochę niezręcznie. Panowała taka pustka-odpowiedziałam odwracając ponownie wzrok.

-Zbyt często wyjeżdżamy. Obiecaj mi, że sylwestra spędzimy razem- usłyszałam jego proszący głos i na chwilę się zamyśliłam.

-Gdzie?

-Nie ważne gdzie. Oby razem. Tylko we dwoje- wyjaśnił a ja odkręciłam się w jego stronę. Był skupiony na drodze, ale widać było, że oczekiwał mojej odpowiedzi.

-Dobrze- zobaczyłam natychmiastowy uśmiech na jego ustach, na widok którego sama się uśmiechnęłam.

-Zajrzyj do schowka i wyjmij z niego kopertę- poprosił a ja zrobiłam to bez żadnego wahania. Trzymałam ją w rekach a Neymar zasygnalizował, abym do niej zajrzała. Nie spodziewając się niczego otworzyłam ją i wyjęłam ze środka zaproszenie na ślub. Otworzyłam je i przeczytałam zawartość.

-Nawet nie wiedziałam, że twój brat ma dziewczynę- powiedziałam zdziwiona bo rzeczywiście Neymar nigdy o niczym takim nie wspominał.

-Jota miał dziewczynę od dłuższego czasu, ale nie spodziewałem się po tym niczego poważnego- odpowiedział i spojrzał na mnie ukratkiem -pojdziesz ze mną?

-Jeżeli chcesz- uśmiechnęłam się a on ochoczo pokiwał głową.

-Myślałem, że wszyscy zamęczą mnie pytaniami o Ciebie i nawet nie wiesz jacy byli źli, że nie przyprowadziłem Cie ze sobą- zaśmiał się

-Naprawdę?- uniosłam brew przyglądając się mu badawczo co zauważył bo zagryzł lekko wargę.

-Wyczekiwali poznania Ciebie bardziej niż mojej obecności- ukazał szereg swoich białych i idealnie prostych zębów a ja dziugnęłam go lekko w bok sprawiając, że lekko wygiął się w taki sposób, abym do niego nie dosięgła.
Oparłam się o siedzenie i włączyłam płytę z naszymi ulubionymi piosenkami. Zamknęłam oczy i skupiłam się na kojącym głosie Neymara, śpiewającego każdy kolejny singiel.

***

Nowy rok wspólnie postanowiliśmy zacząć w Barcelonie. Właśnie robiłam loki na imprezę sylwestrową, na którą postanowiliśmy z Neymarem wybrać się razem z innymi piłkarzami i ich partnerkami. Gdy już długie, starannie zrobione, czarne loki stykały się z moją talią byłam gotowa do wyjścia. Czarną, obcisłą sukienkę, sięgającą do połowy ud dopełniały ciemne cienie do oczu i srebrna biżuteria.
Około godziny 21, gdy zakładałam zakolanówki usłyszałam otwierające się drzwi i zaraz w pokoju pojawił się Neymar. Ustał w progu, po czym oparł się o niego i przyglądał mi się z szerokim uśmiechem.

-Królewna gotowa?- zapytał podchodząc do mnie, gdy moja czynność została zakończona i delikatnie mnie pocałował.

-Gotowa- uśmiechnęłam się i jeszcze na wszelki wypadek się rozejrzałam. Gdy wzrokiem potwierdziłam, że niczego nie zapomniałam wyszliśmy. Oczywiście Neymar upewnił się, aby w samochodzie okryć mnie kocem, mimo, że i tak byłam bardzo ciepło ubrana.
Pod klubem byliśmy pewnie jak zwykle najpóźniej ze wszystkich. Nie mam pojęcia dlaczego tak jest, że nie zależnie z kim ide musimy się spóźnić. Weszliśmy do środka, gdzie Neymar złączył nasze dłonie i poprowadził mnie przez tłum tańczących ludzi, których było dzisiaj dużo więcej niż zazwyczaj. Po wielu odepchnięciach udało nam się dostać do loży, gdzie od razu rzuciła się na mnie Sofia mówiąc jak bardzo się za mną stesknila. Nie dziwiłam się, bo nie widziałyśmy się od początku grudnia i nie ukrywam, że brakowało mi jej głupich pomysłów.

-Hej brzydalu- Marc zaszedł mnie od tyłu i obejmując za talie podniósł do góry. Nie przeszkadzało by mi to, gdyby nie moja obcisła sukienka, która w każdej chwili mogłaby mi się podwinąć.

-Jak twoja dziewczyna będzie tak ładna jak wysoki jest poziom twojego IQ to współczuje- odpyskowałam, po czym Marc mnie odstawił. Odwróciłam się i ujrzałam go w towarzystwie pewnej dziewczyny, którą widziałam pierwszy raz w życiu. Spojrzałam na Hiszpana a on uniósł lekko brew.

-Nikola to jest Melissa. Melissa to jest Nikola- powiedział spoglądając na nas na przemian.

-Cześć- odezwałam się pierwsza szeroko się uśmiechając, co dziewczyna odwzajemniła

-Miło mi Cie poznać. Marc dużo mi o Tobie opowiadał- uniosłam brew i spojrzałam z rozbawieniem na zawstydzonego Marca.

-A mi właśnie wcale o czym chyba będę musiała z nim porozmawiać- Melissa wyglądała na bardzo przyjemną. Cały czas się uśmiechała, poza tym była piękna, nie da się ukryć.

-Jak długo się znacie?- zapytała a ja uśmiechnęłam się i spojrzałam na Marca.

-No jak długo się znamy?- ponowiłam pytanie w jego stronę a on wysłał mi buziaka w powietrzu.

-Trzy najcięższe lata w moim życiu- stwierdził a ja pokazałam mu środkowy palec za który od razu złapał, przekręcił mnie tyłem do niego i zacząć natarczywie łaskotać. Aż mnie gardło zaczęło boleć od śmiechu. Na szczęście Melissa mnie uratowała. To niebywałe, że jest ktoś, kogo ten olbrzym się słucha.

-Przepraszam, że Wam przerwę, ale zabieram miłość mojego życia do tańca- poczułam silne, oplatające mnie ramiona i pocałunek złożony na mojej skroni.

-Jasne, miło było mi Cie poznać- Melissa uśmiechnęła się szeroko i łapiąc Marca za rękę pociągnęła za sobą gdzieś w głąb ludzi. Neymar natomiast odwrócił mnie przodem do niego i złączył nasze dłonie. Tańczyliśmy dużo się przy tym śmiejąc.
Ten wieczór był naprawdę miły. Wypełniony tańcem, żartami, rozmowami. Wszyscy były w świetnych humorach i ja sama nie pamietałam, kiedy ostatnio się tak dobrze bawiłam.

-Dobra, my z Nikolą już lecimy- Neymar poinformował wszystkich a ja spojrzałam na niego marszcząc czoło

-Gdzie?- zapytałam nie domyślając się dlaczego Neymar chce zerwać się z imprezy.

-Zostało jakieś 25 minut do północy, zaraz będą strzelać. Zostańcie- powiedziała Sofia i wszyscy ją poparli. Neymar jednak pokręcił głową, po czym nie kłócąc się po prostu wstałam i także zaczęłam ubierać kurtkę.

-Życzymy Wam wszystkiego najlepszego w nowym roku- powiedział Neymar i po pożegnaniu ze wszystkimi za rękę szlismy w stronę samochodu.
Gdy znajdowaliśmy się w środku Neymar sięgnął ręką na tylnie siedzenie i podał mi swoją bluzę.

-Załóż ją. Na dworzu jest zimno- powiedział podekscytowany a ja spojrzałam mu prosto w oczy

-To nie jedziemy do domu?- zapytałam a Neymar tylko się na to zaśmiał.

-Nie no co ty. Odwiedzimy jeszcze jedno miejsce- nie dopytywałam się juz niczego, bo znam Neymara i wiem że i tak mi nic nie powie. Postanowiłam uzbroić się w cierpliwość.
Po 10 minutach jazdy zatrzymaliśmy się pod stadionem. Wtedy spojrzałam na niego poważnie.

-Chcesz, żebym spędziła ostatnie minuty 2016 roku w miejscu pracy?- zapytałam lekko się uśmiechając a Neymar nie komentując tego wyszedł z samochodu, okrążył go i otworzył mi drzwi. Złapałam jego dłoni i razem szliśmy w stronę Camp Nou. Korytarze były teraz zupełnie pogrążone w ciemności. Widok był na tyle umiarkowany, że co chwila potykałam się o własne nogi. Chłopak zaprowadził mnie do tunelu, gdzie się zatrzymał. Zrobiłam to samo i patrzyłam mu prosto w oczy. Neymar podszedł do mnie blisko i ułożył dłonie na moim karku.

-Zauważyłem, że od paru dni zachowujesz się bardzo nerwowo. Dlatego, jeżeli jestem powodem przez który tak jest, powiedz mi to teraz. Jeszcze przed końcem roku- gładził kciukiem moją szyje a ja patrzyłam mu prosto w jego wyczekujące, brązowe oczka.

-Jest coś, o co muszę Cie zapytać- Neymar nachylił się nademną i złożył na mojej skroni pocałunek, po którym ułożył delikatnie dłoń na moim policzku.

-Pytaj- przełknęłam ślinę i nie miałam pojęcia jaka będzie reakcja Neymara.

-Czy ty...czy za czasów gry w Santosie brałeś narkotyki?- zapytałam prosto z mostu. Brazylijczyk otworzył lekko usta i spuścił wzrok. Przez jakiś czas przyglądał się podłożu. Dopiero po chwili spojrzał mu ponownie w oczy i złączył nasze dłonie.

-Byłem gówniarzem. Zupełnie nie potrafiącym poradzić sobie z obowiązkami. Kłóciłem się ze wszystkimi, nawet o najmniejszą głupote. Narkotyki choć na chwilę potrafiły mnie od wszystkiego oderwać. Że to głupie dowiedziałem się dopiero wtedy, gdy przez to gówno niemal nie pobiłem brata. Nie biorę tego świństwa, przysięgam- tłumaczył się ze szczerością w głosie. Uśmiechnęłam się lekko i pokiwałam głową.

-Okej- powiedziałam i zanim zdążyłam cokolwiek dodać, już znajdowałam się w jego ramionach.

-Chodźmy- usłyszałam jeszcze, zanim Neymar ponownie nie pociągnął mnie za rękę prowadząc na murawę. Ustaliśmy na środku a ja spojrzałam na niego niepewnie.

-Co my tu robimy?- zapytałam rozglądając sie po murawie pokrytej ciemnością a Neymar niespodziewanie położył się na plecach na środku boiska.

-Chodź- wyciągnął rękę a ja pokręciłam głową -nie wiedziałem, że jesteś typem osoby, która boi się wyzwań- uśmiechnął się a ja wiedziałem, że tymi słowami próbował mnie zmusić do położenia się. Udało mu się to, bo po tym złapałam jego dłoń i położyłam się tuż obok niego . Przez chwile wpatrywałam się w gwiazdy, których było mnóstwo.

-Co teraz?- zapytałam odwracając do niego głowę, gdzie napotkałam się z jego wzrokiem i uroczym uśmiechem.

-Teraz...muszę Ci cos wyznać- przekręcił się ciałem w moją stronę i ułożył głowę pod swoją rękę. Patrzyłam w jego oczy chcąc odnaleźć wskazówki, ale u Neymara zawsze to było zbędne, gdy chodziło o coś ważnego.

-Słucham- uśmiechnęłam się lekko  a Neymar cicho westchnął i swoją dłoń wtopił w moje włosy, bawiąc się nimi i gładząc.

-Gdy pierwszy raz ujrzałem Cię okrytą samym ręcznikiem w domu twojego wujka nie spodziewałem się, że wywrócisz mój świat do gory nogami. Nie spodziewałem się, że po tym okresie nalegania Cię, w końcu zgodzisz się pójść ze mną na randkę i że to będzie najlepsza randka w moim życiu. I że tylko ty będziesz potrafiła rozpoznać mój humor widząc tylko moje oczy, albo słysząc głos przez telefon. Że ta młodziutka dziewczyna namiesza mi w głowie do takiego stopnia, że nie będę mógł bez niej funkcjonowac, że będę cierpiał za każdym razem gdy będziemy się żegnać i cieszyć, gdy będziemy się witać. Że miłość przyjdzie do mnie w najmniej spodziewanym momencie, okryta ręcznikiem i speszona moim wzrokiem. Wiesz, że Cię bardzo kocham i nie mowie Ci tego za często. Ale tak, wpadłem po uszy. Szaleje za tobą i jeżeli to szaleństwo podchodzi pod chorobę to tak jestem chory. I co więcej chce taki być. Jesteś najwspanialszym prezentem, jaki kiedykolwiek mógłbym dostać- przełknęłam ślinę a po moim policzku spłynęła łza. Nie spuszczałam jednak wzroku z jego oczu, które w tym momencie błyszczały jak nigdy dotąd.

-Tak bardzo Cie kocham- powiedziałam przez łzy, które Neymar wytarł swoimi dłońmi. Od razu przyciągnęłam go do siebie do pocałunku, który był wyjątkowy, przepełniony milionami emocji.
Słychać było jednorazowe wybuchy petard, aż w końcu wypełniły one całe niebo. Neymar przesunął mnie do siebie i mocno przytulił. Taki widok z murawy Camp Nou jest czymś o czym kiedyś tylko mogłam pomażyć. Bez słowa, po prostu przytuleni wpatrywaliśmy się w sylwestrowe niebo. Gdy strzały powoli zaczęły zanikać, zamknęłam oczy. Leżałam myśląc o moim życiu, które było w tamtym momencie idealne. Nie potrzebowałam nic więcej.

-Nikola- usłyszałam swoje imię i opierając się na klatce piersiowej Neymara spojrzałam mu prosto w oczy.

-Hm.?

-Jakbym Ci się teraz oświadczył, zgodziłabyś się?- zapytał niepewie a ja uniosłam brew. Byłam zdziwiona jego nagłym pytaniem. Parę razy otwierałam usta, aby odpowiedzieć, ale po chwili z powrotem je zamykałam -nie szukaj odpowiednich słów. Odpowiedz wprost- poprosił a ja zagryzłam wargę.

-Tak- moja odpowiedź wyszła ze mnie dopiero po krótkiej chwili, ale wystarczyła, by Neymar szeroko się uśmiechnął i namiętnie mnie pocałował.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Witam kochani i chce od razu usprawiedliwić tak długi czas nie pojawiania się rozdziału. Brak czasu jest odczuwalny, szczególnie teraz, przed wystawieniem ocen. Postaram sie, aby następny rozdział pojawił się szybciej :))
Pozdrawiam Was serdecznie, życząc udanego tygodnia! <3

I jeszcze chciałabym Was zaprosić na nowe opowiadanie Izabelki <3

https://miloscwokol.blogspot.com/?m=1

Napewno byłoby miło, gdybyscie zajrzeli XD

wtorek, 3 stycznia 2017

ROZDZIAŁ 39


Po zmaganiach w lidze nadszedł czas na reprezentacje. Dlatego też następnego dnia piłkarze wylatują, aby z dumą reprezentować swoje kraje. Każdy chce się pokazać jak najlepiej w nadchodzących mistrzostwach i co najważniejsze, każdy liczy na jak najwyższe osiągnięcie.
Mając okazję obserwować chłopaków muszę stwierdzić, że gdzieś w środku trochę to przeżywają. Zwłaszcza, że gra w reprezentacji to nie tylko zaszczyt, ale i ogromna odpowiedzialność. Tak to ujął mój ukochany parę dni temu, gdy o tym rozmawialiśmy.
Troche obawiam sie naszej rozłąki,  bo wczesniejsze stabo wpływały na nasz zwiazek.  A co do samego związku to czuje,  ze Neymar jak i w jakims stopniu ja podchodzimy do niego bardzo ostrożnie.  Staramy sie nie powiedzieć czegoś, co mogłoby źle wpłynąć na druga osobę.  To z jednej strony dobrze,  z drugiej natomiast czuje,  ze taki zabieg jest dość nietypowy dla związku.  Ale dopóki wszystko w porzadku,  to chyba nie ma sie czym przejmować.

***

Kolejna sytuacja, gdy o mały włos nie spóźniłam do pracy. Tym razem przez mojego mężczyznę, który wpadł na świetny pomysł wypróbowania jego nowego łóżka. Przez jego determinację w kurczowym trzymaniu mnie w uścisku, musiałam się nieźle nasiłować, aby spokojnie i bezproblemowo wyjść z jego domu.
O dziwo jednak zdążyłam nabić swój identyfikator w ostatnim momencie, po którym mogłam odetchnąć z ulgą.

Spokojnym krokiem zmierzałam w stronę gabinetu. Moj wzrok skierowany był w telefon, gdzie Neymar postanowił pożalić się jeszcze jak to jest smutny, że zostawiłan go samego w tym dużym łóżku. Gdy obiecałam mu, że nadrobimy to wieczorem zapewnił mnie, że wydrukuje zrzut ekranu tej wiadomości i powiesi nad łóżkiem, gdybym przypadkiem znalazła jakąś wymówkę. Przypomnijcie mi proszę, dlaczego ja z nim jestem?

-Przepraszam- powiedziałam od razu, gdy na kogoś przez przypadek wpadłam. Gdy uniosłam jednak wzrok i ujrzałam osobę z którą miałam styczność błyskawicznie zanienówiłam.
Przez dłuższą chwilę wpatrywałam się w niego bez słowa, aż w końcu chłopak się uśmiechnął.

-Fabian, co ty tu robisz?- zapytałam lekko zaniepokojona, a on tylko wzruszył ramionami.

-Mam do Ciebie sprawę- odpowiedział bardzo poważnie po czym spojrzał na drzwi -wpuścisz mnie?

-Nie- powiedziałam niemal od razu, co wywołało u niego minę zniechęcenia.

-Daj mi 30 minut, bo tyle najwięcej mi potrzeba aby przedstawić Ci moją propozycje- oparł się ręką o ścianę a ja pokręciłam głową niezainteresowana jego słowami.

-Nie chce słyszeć o żadnej propozycji, zwłaszcza złożonej przez Ciebie- podniosłam głos i otworzyłam drzwi. Gdy miałam je zamknąć chłopak uniemożliwił mi to swoim butem.

-Nawet jeżeli dotyczy reputacji Neymara?- otworzyłam lekko usta przypominając sobie, że ten chłopak jest przecież nieobliczalny. Powoli otworzyłam mu drzwi a on wszedł do środka i usiadł, przy okazji się rozglądając.

-Czego chcesz?- zapytałam a on tylko złośliwie się uśmiechnął

-Gdy dzieliliśmy ten gabinet był tu mniejszy chaos- stwierdził i wziął w dłoń jedną z setki kartek ze stołu kierując w nią wzrok -zarząd dowiedział się, że świetnie sobie sama dajesz rade i tak samo dobrze dogadujesz się z piłkarzami, wiec żadna pomoc nie jest Ci potrzebna. Szkoda- spojrzał mi w oczy a ja w myślach miałam tylko jedno imię: Denis. Pamiętam gdy obiecał mi, że nie pozwoli, aby Fabian ponownie ze mną pracował i jak widać dopiął swego.

-Co chcesz od Neymara? Przecież niczemu Ci nie zawinił- westchnęłam a on oparł się wygodnie o fotel, po czym wyjął z jakiejś niebieskiej teczki kartkę. Nie spuszczając ze mnie wzroku przesunął ją dłonią po stole w moją stronę, po czym ponownie opadł na siedzenie i zwycięsko się uśmiechnął. Po tym już wiedziałam, że to co znajduje się na tej kartce to coś, czego nie chciałabym widzieć.

-Tu jest wszystko, co mogłoby źle wpłynąć na wizerunek Neymara przy ewentualnym wypłynięciu do sieci lub jakichkolwiek gazet- niepewnym ruchem zgarnęłam kartkę ze stołu. Już po pierwszym akapicie przełknęłam ślinę i moje ręce prawie uniemożliwiły mi dalsze czytanie.
Przekręty przy podpisaniu umowy z FC Barceloną, papierosy, alkohol, spędzanie nocy z przypadkowymi dziewczynami, chyba wszystkie bójki w jego życiu, o których nawet ja nie miałam zielonego pojęcia. Fabian newet wspomniał o jego zdradzeniu mnie z Bruną dwa lata temu. Jak mnie popchnął na ścianę przy klubie i wszystko to, co wiąże się z jego kontrowesyjniejszą stroną. Ale nic nie zabolało mnie tak bardzo  jak to co kryło się na samym końcu, zapisane większą czcionką.

-Podczas gry w Santosie Neymar często zażywał narkotyki- przeczytałam pod nosem sama do siebie, aby to zdanie całkowicie do mnie dotarło. Nikt nigdy nie wspominał o narkotykach, co tylko udowodniło mi, że Fabian ma za dobre znajomości, żeby z nim zadzierać.

-Dokładnie tak słońce- zacisnęłam usta w wąska linie i próbowałam pozbyć się wielkiej guli w moim gardle, która uniemożliwiała mi wypowiedzenie jakiegokolwiek słowa.

-Co chcesz abym zrobiła, żebyś tego nie publikował?- zapytałam ledwo co dając rade wypowiadać pojedyncze słowa.

-Mogę  tego nie robić, jeśli...- zatrzymał się na chwile i potarł swoją brodę w zamyśleniu.

Nie masz tam żadnego zarostu i nie wyglądasz w tej pozycji poważniej cipeuszu.

-Jeśli...- powtórzyłam a on zaczął grzebać w teczce do momentu, aż wyjął z niej mały segregator i położył go na stole.

-Jeśli ty opublikujesz to- pokazał palcem na segregator a ja jeszcze nie pewniej go chwyciłam niż wcześniej tą kartkę. Juz sama nie wiedziałam, czy jest coś, co zdołuje mnie jeszcze bardziej. Oparłam się o stół i jednym ruchem postanowiłam otworzyć ten nieszczęsny segregator. Po chwili już żałowałam, że to zrobiłam.

-Nie ma mowy- pokręciłam od razu głową i ustałam prosto łapiąc się zrezygnowana za głowę.

-Masz wybór- odparł na ja myślałam, że za chwile nie wytrzymam i sie popłacze. Wybór między zniszczeniem życia Neymarowi a Marcelo.
O tym co zobaczyłam w tym segregatorze nie wiedział nikt oprócz mnie i Brazylijczyka o bujnych kręconych włosach, który wiele lat temu skradł mi serce, po czym doszczętnie je złamał.
Nie dowierzałam. Jak on znalazł nasze wszystkie wspólne zdjęcia i skąd dowiedział się o oświadczynach, nagłej agresywności piłkarza i mojej ucieczce? Nawet moja rodzina nie zna prawdziwego powodu naszego rozstania.

-Skąd to masz?- zapytałam zła o to, że wiele czasu zajęło mi po tym dojście do siebie. Przez ten stres zachorowałam i stałam sie wyrzutkiem, który nie chciał nikomu zaufać. Uciekłam, żeby o tym zapomnieć, wybaczyłam Marcelo i nie pozwole, żeby ta historia ciągnęła się za mną przez cale moje życie i jednocześnie zniszczyła życie Marcelo.

-Czy to ważne?- zapytał a ja przez chwile patrzyłam na niego ciężko oddychając. Wzięłam głęboki oddech i zamknelam na chwile oczy, aby się uspokoić.

-Nie zrobię tego- zaprzeczyłam a Fabian wstał i podszedł do mnie tak blisko, że znajdował się krok odemnie.

-Nie chcesz zemścić się na Marcelo za to co Ci zrobił? Pomyśl tylko jaki miał by syf, gdybyś to opublikowała- zacisnęłam usta i pokręciłam delikatnie głową. Byłam na granicy wytrzymałości, a Fabian z każdym następnym wypowiedzianym słowem sprawiał, że byłam w coraz gorszym stanie -nie chcesz, żeby poczuł się jak śmieć dokładnie tak jak ty, za każdym razem gdy podnosił na Ciebie rękę? Tak jak ty, gdy spedzałaś całe dnie i noce płacząc...

-Przestań już- powiedziałam żałośnie a po moim policzku spłynęła łza. Wtedy nastała cisza, w której słychać było tylko ciężki oddech, wydostający się z moich ust. Wytarłam oczy w rękaw mojej bluzy i spojrzałam na Fabiana, który wydawał się czekać, aż się uspokoje.

-Nie jestem potworem. Tak naprawdę zależy mi tylko na jednym- powiedział wolno, jakby to miało jakieś znaczenie.

-Na czym?- zapytałam resztkami sił

-Na jakimś artykule, który przyniesie mi rozgłos. Znasz doskonale piłkarzy Barcelony, z Realem też miałaś styczność, dlatego to nie jest dla Ciebie problem a dla mnie bardzo dobrze płatna posada- wzruszył ramionami a ja wyminęłam go i usiadłam na fotel, który jeszcze nie dawno on zajmował.

-Chcesz, żebym napisała dla Ciebie artykuł?- zapytałam opierając się dłońmi o kolana.

-Dokładnie- oparł się dłonią o stół i stał nademną wpatrując się we mnie oczekująco.

-Jaką mam pewność, że po tym dasz mi spokój i nic z tych wszystkich rzeczy nie ujrzy światła dziennego?- kolejne pytanie, które wydostało się z moich ust. Chłopak uniósł do góry brew i kucnął, aby być na tej samej wysokości co ja.

-Chce tylko artykułu. No chyba, że nie chcesz go dla napisać i mam go stworzyć z informacji, które posiadam- wzruszył ramionami a ja spojrzałam na niego mrużąc oczy.

-Gdybyś chciał juz dawno byś to zrobił- stwierdziłam nie wiedząc, czy jeszcze bardziej nie komplikuje sobie sytuacji. Fabian dziwnie się uśmiechnął, chyba pierwszy raz tego dnia był to szczery gest.

-Masz racje. Ale chyba mi trochę na Tobie zależy a wkopanie jednego z tych piłkarzy wiąże się z twoim nieszczęściem- spojrzał mi prosto w oczy a ja ponownie zacisnęłam usta w cienką linie.

-Napisze Ci ten artykuł- pokiwałam głową w potwierdzeniu moich słów a chłopak uśmiechnął się i wyciągnął z tylniej kieszeni spodni chusteczkę i przytrzymał ją przy mojej twarzy. Wzięłam ją od niego i otarłam łzy.

-Nie chce żebyś pomyślała, że Cie chce wykorzystać- powiedział i chciał położyć swoją dłoń na mojej, ale odsunęłam ją zanim zdążył to zrobić

-Napisze ten artykuł, ale po tym zapominasz o wszystkim co wiesz i zapominasz, że się znamy- powiedziałam tak stanowczo, na ile pozwalała mi odwaga a chłopak pokiwał głową i wstał. Zabrał ze stołu swoją teczkę, po czym stojąc przy drzwiach jeszcze na chwile się odwrócił.

-Do zobaczenia- powiedział i opuścił mój gabinet. Ja natomiast tego dnia nie potrafiłam normalnie funkcjonować a próba pracy skończyła się na tym, że usnełam na fotelu obejmując moje nogi i chowając zapłakaną twarz w kolanach.

***

-Ej, Nikola- poczułam lekkie szturchnięcia w ramie.  Chwilę zajęło mi zidentyfikowanie, że znajduje się w gabinecie a osobą, która próbuje mnie obudzić jest Marc.

-Hm?- mruknęłam a Marc ukucnął i położył dłonie na moich udach.

-Co tu jeszcze robisz? Powinnaś już być w domu- przycisnełam przycisk odblokowywania w moim telefonie, który leżał obok mnie i oprócz miliona nie odebranych połączeń zobaczyłam, że jest już godzina dziewiętnasta.

-Marc, ja przespałam cały dzień pracy- powiedziałam spanikowana i pośpiesznie spakowałam potrzebne papiery, z którymi miałam dzisiaj pracować. Marc stał lekko zdezorientowany, ale nie miałam siły opowiadać mu o dzisiejszej wizycie Fabiana. Uznałam, że zrobię to innym razem, albo dopiero wtedy, gdy oddam mu ten nieszczęsny artykuł i będę miała go na zawsze z głowy.

-Nie spałaś w nocy?- zapytał z lekkim uśmiechem na twarzy a ja popatrzyłam na niego ze zmarszczonym czołem.

-Tak, Neymar mnie dzisiaj tak wykończył. Robiliśmy to chyba z dziesięć razy- przewróciłam oczami i zobaczyłam lekki uśmiech na twarzy Marca spowodowany moją sarkastyczną odpowiedzią.

-Nie wykończ go doszczętnie przed zgrupowaniem, bo nie będzie miał siły biedny wejść na boisko- Marc rozsiadł się w fotelu i przyglądał mi się badawczo.

-Postaram się. A tak zmieniając zupełnie temat to co ty tu robisz?- zapytałam a Bartra podrapał się po karku.

-Przybiegłem po potrzebne papiery- odpowiedział i pokazał mi zwinięte w rulon kartki, które trzymał w dłoniach. Podeszłam do okna i opuściłam rolety

-Podwieźć Cię?- zapytałam a Hiszpan pokiwał głową i razem udalismy się do mojego samochodu. Tam podczas jazdy panowała cisza. Czułam na sobie wzrok Marca, który najprawdopodobniej śledził każdy centymetr mojej twarzy. Udawałam, że w pełni skupiam się na prowadzeniu, ale tak naprawdę moje myśli krążyły tylko wokół dzisiejszej wizyty Fabiana. Czułam się winna, że Polak zaczął węszyć wokół Neymara i Marcelo z mojego powodu.

-Milczysz- z zamyślenia wyrwał mnie delikatny głos Marca. Zagryzłam wargę i spojrzałam na niego przelotnie.

-Jestem dzisiaj zamyślona, przepraszam- usłyszałam ciche westchnienie piłkarza, który oparł się o fotel samochodowy i wpatrywał się za szybę.

-Po zgrupowaniu wylatuje do Dortmundu. Już transfer jest sprawą otwartą. Zostały tylko testy i podpisanie umowy- wyznał i zacisnął dłoń na swojej koszulce. Otworzyłam usta ze zdziwienia. Wiedziałam, że Marc przechodzi do Borussii, ale nie sądziłam, że to będzie tak szybko.

-Cieszę się- nie potrafiłam znaleźć sensowniejszej odpowiedzi.

-Nikola przepraszam, że o to pytam, ale co z Tobą?- dość gwałtownie odwrócił się w moją stronę a ja akurat wtedy zaparkowałam pod jego domem.

-A co ma być?- spytałam udając głupa, ale gdy spojrzałam na Marca po jego minie widziałam, że nie ma ochoty na takie gierki.

-Usnęłaś w pracy, co Ci się nigdy nie zdażało. Każdy wie, że podchodzisz do tego poważnie i normalnie nie mogła byś sobie na takie cos pozwolić. Całą drogę milczałaś a gdy powiedziałem o wyjeździe powinnaś zareagować tak jak zawsze czyli coś w stylu: nareszcie od Ciebie odpoczne cipo- mówił poważnym głosem, który przyprawił mnie o ciarki.

-Marc, nie mam nastroju po prostu. Tobie nigdy nie zdażają się gorsze dni?- zapytałam jeszcze zachowując spokój, bo po dzisiejszych wydarzeniach jestem pewna, że blisko mi do wybuchu.

-Zdarzają, ale kurwa... Gdy coś mnie dręczy to Ci o tym mówię. Martwie się o Ciebie idiotko- podniósł nieco ton głosu a ja westchnęłam.

-Dobrze Marc...wiem, ale zrozum, że nie jestem w stanie na tą chwilę Ci o tym opowiedzieć- spojrzałam mu prosto w oczy a on zagryzł policzek od środka. Zrobiło mi się w tym momencie przykro, że to nie jest dla mnie tak łatwe. Zwłaszcza, że musiałabym powiedzieć Marcowi o Marcelo a to jest najokropniejsze wspomnienie.

-Cokolwiek to jest na pewno jestem w stanie Ci jakoś pomóc. Tylko powiedz mi jak mam to zrobić- położył swoją dłoń na moim udzie i patrzył mi w oczy czekając na moją odpowiedź, która mogła być tylko jedna.

-Wystarczy, że nie będziemy już o tym rozmawiać- spuściłam głowę i zaczełam bawić się moimi palcami. Marc ponownie opadł na siedzenie, tylko odkręcił do mnie głowę.

-Wszystko, żeby tylko moja księżniczka się nie zadręczała- te słowa wypowiedział tak słodkim i delikatnym głosem, który jakby mógł to roztopiłby moje serce. Spojrzałam na niego i szczerze się uśmiechnęłam.

-O jaki kochany- nachyliłam się i pocałowałam go w policzek, na co on udał odruch wymiotny

-Nie przyzwyczajaj się - otworzył drzwi i wyszedł na zewnątrz, gdzie jeszcze nachylił się i zajrzał do samochodu -dobranoc fiutku

-Pa malutki- dałam nacisk na drugie słowo, na co Marc złapał się za serce i udał urażonego.

-Malutkiego, to ja mam tam włosa- wypiął język a ja się skrzywiłam. Czy zboczenie wykraczające poza skale da się wyleczyć?

-Ta rozmowa zmierza w złym kierunku- stwierdziłam a Marc uniósł brew.

-Życzę Ci, żeby przynajmiej palce, usta i co tam chcesz Neymara zmierzały dziś w dobrym kierunku- poruszył zabawnie brwiami a ja chciałam rzucić go paczką chusteczkę, ale ten w ostatniej chwili zamknął drzwi i idąc w stronę domu, jeszcze zdążył mi pomachać, wypiąć język, pokazać środkowy palec i jeszcze jakieś inne dziwne gesty, które przyznam trochę mnie rozbawiły. Sprawdziłam jeszcze szybko telefon i zauważyłam wiele nieodebranych połączeń od Neymara i sms o treści: ,,po pracy natychmiast do mnie!" No super, będę musiała się tłumaczyć...

***

Nie zdążyłam zadzwonić dzwonkiem a w drzwiach pojawił się Neymar w spodenkach i luźnej koszulce. Ustał obok i przyglądał mi się badawczo w czasie, gdy wchodziłam do jego apartamentu.

-Chcesz mi może powiedzieć co było takiego ważnego, że nie miałaś czasu odebrać telefonu?- zapytał i skrzyżował ręce. Odwiesiłam bluzę na wieszak i odwróciłam przodem do niego.

-Też się za Tobą stęskniłam- powiedziałam i podeszłam z zamiarem pocałowania go w policzek, ale on odsunął się i odchrząknął

-Nie czaruj mi tutaj, tylko proszę o odpowiedź- westchnęłam i spojrzałam się na jego twarz.

-Nadgodziny. Poza tym szef krążył i musiałam mieć wyciszony telefon- skłamałam, ale chyba skutecznie, bo Neymar sam do mnie podszedł i zaplutł dłonie na moich plecach, jednocześnie mnie do siebie przyciągając.

-Proszę Cię. Następnym razem wyślij chociaż tego głupiego sms, bo umierałem ze strachu- pokiwałam głową i wtedy Neymar złączył nasze usta i prowadził pocałunek dalej. Zostałam przyciśnięta lekko do ściany. Moje dłonie powędrowały na jego kark, natomiast jego znalazły się na moim tyłku. Piłkarz podniósł mnie za  niego do góry, abym mogła swobodnie opleść jego biodra moimi nogami. Wtedy Neymar cały czas trzymając moje pośladki i nie przerywając pocałunku zaprowadził mnie do sypialni. To była chwila, kiedy pod moimi plecami poczułam miękką powierzchnię a od razu po tym naciskające na mnie ciało piłkarza. Neymar zjeżdżał swoimi pocałunkami coraz niżej, najpierw policzki, później żuchwa, aż dotarł do szyi. Odkręciłam głowę w lewą stronę, jednocześnie dając mu większe pole do popisu. W końcu jednak przekręciłam nas tak, że Neymar opadł plecami o materac a ja usiadłam okrakiem na jego kroczu. Pociągnęłam go za ręce do siebie, abym mogła bez problemu pozbyć się jego koszulki, masując przy tym umięśniony brzuch piłkarza. Popchnęłam go ponownie na łóżko, po czym nachyliłam się i zaczęłam go zachłannie całować. Nie do końca wiedziałam, dlaczego tym razem to ja chciałam przejąć kontrolę. Być może chciałam w ten sposób wyładować siedzącą gdzieś we mnie w środku złość. Oderwałam się od niego po paru sekundach. Zaczęłam siłować się z jego paskiem od spodni. Gdy w końcu wygrałam bitwę, odpięłam guzik i rozpiełam suwak. Neymar chyba powoli denerwował się moim powolnym tokiem działania, który miał na celu się z nim podroczyć, bo pomógł mi się pozbyć swoich spodni. Neymar podniósł się i całując moją szyje, masował mój brzuch przez koszulkę, zanim się pod nią dostał. Jednym ruchem zdjął mi ją przez głowę i gdzieś ją rzucił. Nie miałam nawet szansy zobaczyć gdzie wylądowała, bo  od razu poczułam smak ust na moich i jego ręce w dolnej partii mojej odzieży. Ponownie przekręcił nas tak, że leżałam plecami na łóżku a Neymarowi ciągnąc za nogawki udało się szybko zdjąć mi spodnie. Mokrymi pocałunkami kierował się powoli do góry, zaczynając od mojego uda, a kończąc na dolnej partii mojego brzucha. Spojrzał mi się wtedy w oczy i gdy nie zauważył żadnego sprzeciwu, dwoma palcami chwycił rąbek moich majtek i powolnie mi je zdejmnował. Gdy wylądowały w zupełnie innym miejscu, niż reszta naszych ubrań, Neymar pozbył się także swoich bokserek. Wtedy nachylił się nademną w taki sposób, że dłońmi złapał moją głowę i delikatnymi ruchami kciuków masował mi skórę obok moich uszu. Jeszcze raz mnie pocałował, po czym jego ręka znalazła się pod kocem. Nie minęła chwila, gdy poczułam, że nasze ciała są zupełnie złączone. Wydałam z siebie wtedy nieco stłumiony jęk a nasze klatki piersiowe poruszały się w tym samym momencie. Neymar na przemian podpierał się, aby po chwili ponownie na mnie opaść sprawiając mi przy tym niewyobrażalną przyjemność. Gdy poczułam ból, bez kontroli wbijałam mu moje długie paznokcie w plecy przy okazji je drapiąc. Nie widać było, żeby mu to przeszkadzało a nawet wręcz przeciwnie, oddychał ciężej, gdy moje paznokcie miały styczność z jego plecami. Gdy oboje doszliśmy do skraju, Neymar opadł bezwładnie na miejsce obok mnie. Wtulił głowę w mój biust a rękę przerzucił przez mój brzuch, przytulając mnie do siebie.

-Będzie mi Ciebie w Brazylii bardzo brakować, przez najbliższy czas- uśmiechnęłam się a po chwili usnęłam z dłonią wtopioną w jego miękkie włosy.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Witam, tym razem rozdział trochę dłuższy :) chciałam, żeby było w nim wszystko co zaplanowałam, ale żeby tak się stało, on by się jeszcze bardziej przeciągnął a Wam odechciałoby się czytać w połowie ;D
Ostatnią scenę odkładałam w czasie. Miała być w poprzednim rozdziale, ale z pewnych przyczyn pojawiła się dopiero teraz. Mam nadzieje, że Was nie zniechęciła, ale uważam, że bez takiej sceny opowiadanie jest takie "niepełne" :D
Pozdrawiam Was serdecznie i życzę miłego długiego weekendu! ❤